Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2014

Tusz to mus - Tusz musi byc ...

Bez tuszu ani rusz. Produkt bez, którego na prawdę ciężko się obejść. Można zrezygnować z cieni, z kreski ale z tuszu:? Bardzo ciężko. Mimo, że posiadam w tej kategorii swojego ulubieńca, o którym w styczniu pisałam tu klik to i tak kupuję inne nowe/polecane/ciekawe tusze Zwykle moje przygody z tymi nowymi cudownymi tuszami kończą się podobnie - potulnie wracam po sprawdzonego pewniaka od Max Factor :). Sprzymierzeńcem w próbowaniu co rusz nowych produktów są promocje typu -40% w Rossmannie - zwykle w ten sposób zaopatruję się w produkty polecane i zachwalane przez innych co do, których mam pewne obiekcje, że u mnie może być inaczej. Nie inaczej było przy okazji tuszu, o którym aż wrzało - kupiłam w promocji aby później mniej bolało rozczarowanie ;). 

Produkt: maskara od Lovely Pump Up - producent obiecuje podkręcenie i uniesienie rzęs
Kolory: czarny
Pojemność: 8ml
Cena: 9 zł w promo zawrotne 5 coś :) 
Dostępność: Rossmann






Kupiłam, spróbowałam i już mnie nie będzie kusić. Mimo mojego uwielbienia do klasycznych szczoteczek ta okazała się być całkiem przyzwoitą. Kupując tusz obawiałam się, że szczoteczka będzie najsłabszym ogniwem produktu - myliłam się. Jak dla mnie nie zadowalający jest sam tusz i to jak się zachowuje. 

+ cena
+ dostępność
+ dobra szczoteczka
+ długo zachowuje pierwotną konsystencję

- czerń jak nie czerń - delikatna jasna
- nie podkręca a prostuje
- nie podnosi a obciąża
- rzęsy po jego aplikacji są sztywne i druciane
- potrafi się obsypywać/kruszyć
- bardzo trudno jest stopniować efekt
- ekspresowo zasycha na rzęsach
- w ciągu dnia część jego potrafi magicznie znikać

Kompletnie nie tego oczekiwałam po tym produkcie. Miałam świadomość, że nie jest to tusz pogrubiający jednak wyszłam z założenia, że przy dwóch/trzech warstwach będę zadowolona z efektu. Tusz całkowicie nie wpasował się w to co lubię. Dobijam z nim już dna i mogę stwierdzić, że sprawdzi się jedynie u dziewczyn, które lubią delikatne i naturalnie wyglądające podkreślenie rzęs. Ja się w nim czuję zbyt delikatnie :). 

pozdrawiam
.biemi

środa, 22 stycznia 2014

Zderzenie 'legendy' z rzeczywistoscia...

Rok rozpoczęłam od pasma postów pochwalnych. Byłoby zbyt słodko gdyby to dłużej trwało. Dla równowagi dziś postanowiłam nie tyle co zakwalifikować produkt do tzw. bubli minionego roku a skonfrontować z rzeczywistością w stosunku do tego co można spotkać w sieci. Nie raz każdej z nas zdarzyło się na co drugim blogu czytać ochy i achy na temat produktu X i nie zawsze musi się to wiązać z 'darmówką' wysyłaną od firm tylko z panującą modą na ten właśnie produkt. Gdzieś w okolicach lata 2012 przez blogosferę przeszła istna burza, która przynosiła nam nowe odkrywcze doniesienia na temat rewelacyjnego produktu. Rzesze włosomaniaczek tłumnie zmierzały do drogerii aby zdobyć ten jedyny i nie powtarzalny produkt. Później powstały 'tony' słów ...

Ja w tym tłumie się znalazłam... Zakupiłam, powiedzmy, że zużyłam i swoje zdanie sobie wyrobiłam o żelu do higieny intymnej Facelle.

dostępność: Rossmann
cena: ok 5-7zł
użytkowanie: tylko i wyłącznie zewnętrzne 
okolice użytkowania: wszelakie ;)



Zoom na baardzo dooobry i zachwalany skład:



Produkt zakupiony w jednym konkretnym celu: mycie włosów. Jako, że wszem i wobec było głoszone (bo już teraz cicho sza o nim jest), że produkt idealny dla naszych włosów, że cena bardzo przestępna a toć to produkt iście objawiający się jako perła wśród innych (ja tak te posty odbierałam) spodziewałam się ochów i achów. Rzeczywistość niestety mnie przerosła i bardzo długo zbierałam się za opisanie produktu. 
Użytkowanie żelu jako szamponu w moim przypadku było istną udręką. Miałam świadomość, że nie będzie lekko - używałam produktów mało pieniących się i naturalnych i wiedziałam z czym to się je. Jednak przy tym 'szamponie' splątanie włosów było niemiłosierne - przy okazji odżywki nie wiele pomagały. Jeszcze to można by było przeboleć, jeżeli skutkiem tego miały by być 'szczęśliwe' i lśniące włosy. Niestety do pożądanego efektu było im daleko. Produkt z moimi włosami sobie nie radził. Nie domywał ich, po dwukrotnej aplikacji miałam cały czas wrażenie, że włosy są bardziej tłuste niż przed myciem. Po wysuszeniu włosy kompletnie traciły na objętości. Przy nasadzie oklapnięte na dalszej części taki średnio efektowny puch. Próbowałam go zapieniać, używać w mniejszej/większej ilości - zawsze starannie go wypłukiwałam - efekt zawsze ten sam na 'niedomytego brudasa'. 

Plusów doszukać się nie potrafię, zniechęciłam się do niego kompletnie. Po dobiciu do połowy opakowania zrezygnowałam z dalszej 'pielęgnacji' włosów za jego pomocą i zużyłam do celów wg wskazań producenta - w tym przypadku radził sobie przyzwoicie.

W moim odczuciu sprawdza się stwierdzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego i chyba czasem lepiej się zastanowić czy podążać za tłumem i się kusić czy też wziąć zimny prysznic i jeszcze raz przespać się z myślą o dokonaniu danego zakupu. :)


pozdrawiam
.biemi

czwartek, 28 listopada 2013

Tak tak i ja o tym samym

Czyli o -40% w Rossmannie. Jeżeli jeszcze nie skorzystałyście to dziś jest ostatni dzień aby 'zaszaleć' i odświeżyć swoje zapasy. 

Plany miałam wielkie a jak w rezultacie stanęłam przed szafami z kosmetykami to podeszłam do sprawy niezmiernie rozsądnie. 

Moje perełki można rzec, że upolowane. 



Do koszyka wpadły:
- dwa topy z Lovely  nr 4 i 6, 
- bibułki z Wibo (mimo niezadowolenia z nich w szerszych kręgach mi wystarczają :))
- nieśmiertelna mascara MaxFactor 2000 calirie i Dolls Flash z Wibo
- korektor true much z L'oreal nr 02 - to już moje drugie opakowanie i jak na razie jest niezawodny

Na koniec największa moja zachciewajka czyli piaski z Wibo - po zwiedzeniu 5 rossmanów dopiero w ostatnim było miejsce w szafie na nie i tylko dostępne te dwa kolory 2 i 1. Okazało się, że w moim mieście tylko jeszcze w jednym rossie są te piaski i szafa również pusta :(. Dlatego jak na razie muszę obejść się smakiem i poczekać grzecznie na numerek 3 i 4 z wersji glamour. 

A jak Wam udały się łowy? 

pozdrawiam
.biemi

piątek, 19 lipca 2013

Zakupy blizej natury

Po nie miłych doświadczeniach i skutkach w stosowaniu kremu z Miraculum zaczęłam poważne rozważanie nad zmianą pielęgnacji. Prawdę mówiąc rozważania trwały chyba ok 2 lat ;) odkąd zrobiło się głośno o sklepach z półproduktami itp. miałam ogromną chęć na cudaka pod tytułem 'zrób to sam' jednak cały czas na chęciach się kończyło i dalej sięgałam po produkty drogeryjne. Nawet teraz po tak obfitym 'zapchaniu' twarzy po raz kolejny sięgnęłam po krem drogeryjny bo była promocja... Po miesiącu prób i zbyt małych pozytywnych efektów zamieniłam rozważanie w działanie. W ten sposób na nowo powróciłam do sklepu e-naturalnie gdzie zakupiłam swój pierwszy gotowy zestaw do stworzenia kremu. Wybrałam dla siebie delikatny krem nawilżająco regenerujący dodatkowo zdecydowałam się jeszcze na maskę algową. Zamówienie z e-neturalnie zgrało się z poszukiwaniem deo idealnego. Bardzo pomocna była Arsenic, która specjalnie dla mnie ukręciła naturalny antyperspirant. Za co jeszcze raz jej dziękuję :). 


Idąc dalej z rozważaniami na temat zmiany pielęgnacji zakupiłam mydło Aleppo 30% - produkt zakupiłam stacjonarnie w mydlarni w moim mieście. Chciałam 'zaoszczędzić' na przesyłce i nie ulec dorzucaniu kolejnych rzeczy do wirtualnego koszyka celem 'zmniejszenia' kosztów przesyłki. 


Dodatkowo jeżeli jesteście zainteresowane to jedwab od Green Pharmacy jest teraz dostępny w Naturze za całe 6 zł. A deo do stóp, od którego mój M. jest uzależniony kosztuje 3,99 w Rossmannie. Okazje nie do przepuszczenia ;). 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 23 maja 2013

jak nic nie potrzebowac ale i tak kupowac :)

Najbliższe dni będą obfite w fotorelacje z zakupowych podbojów w Rossmannie. Ja również nie mogłabym przejść obok takiej promocji obojętnie - bo jeżeli jeszcze ktoś się znajdzie kto nie wie to od dziś do niedzieli mamy -40% na całą kolorówkę i na pielęgnację twarzy :)  - buźka się cieszy :). 
Na tą chwilę jedyne czego mi trzeba to kremu BB - ale cały czas analizuję i chyba za dużo myślę - tak to całą resztę 'kolorówki' mam bez większych braków aaale dzięki takowej promocji bez wyrzutów sumienia można chętniej sięgnąć po produkty 'warte' uwagi :). 
O to na co ja się skusiłam :)



Padło na krem z Ava - jedyny, który wydał się sensowny, korektor L'Oeral nr 2, błyszczyk L'Oeral nr 171, Lakiery: Wibo do frencha, Miss Sporty nr 452, Rimmel nr 260, Manhattan nr 61V,  puder - jakoś nie potrafię do niego nie wracać ;). Dziś zakupiłam pierwszy produkt 'kolorowy' z lovely zobaczymy czy ochy i achy i u mnie będą, dla równowagi jeszcze dorzuciłam mojego ulubieńca MF 2000 calorie, który grzecznie będzie czekać na mój wielki dzień. 

Jak na razie tyle - nie planuję więcej, jednak kusi mnie jeszcze aby wzbogacić się o jeszcze jakiś kolor od Manhattan :) - mam jeszcze trzy dni. 

A teraz poprzeglądam na co inne dziewczyny wydały kasiorę :).

pozdrawiam
.biemi 

poniedziałek, 4 marca 2013

Sloneczny Patrol romansuje z Mary Rose czyli o dobrym poczatku tygodnia.

Romansuje i to na całego :) chyba nie ma dziewczyny zaglądającej na blogi, która nie czytała o 'blogerskich lakierach'. Jako, że wysyp postów jest już od ponad dwóch tygodni sama coś do tego dorzucę :). Wspaniałomyślna Jamapi obdarowała mnie dwoma lakierami sygnowanymi jej nickiem - spamowanie czasem popłaca ;) :P - nie jest to recenzja tychże lakierów, tylko szybkie rzucenie na nie okiem - ponieważ dziś odebrałam przesyłkę, dziś zmalowałam nimi pazury i dziś im zrobiłam zdjęcia :) tak wszystko na szybko w fazie ekscytacji, że coś dostałam ot tak :) 

Jamapi zadbała o szczegóły - bo lakiery przybyły do mnie uroczo zapakowane :)



Niewiele myśląc zmyłam to co miałam na pazurach zresztą lakier również z serii Blogerskiej na rzecz dwóch nowych - byłam mega ciekawa jak sobie z nimi poradzę ponieważ z jednym, który już posiadam - blue lake od Gosi miałam trochę problemy z aplikacją .. i tu to samo miałam ze słonecznym patrolem - ale na ochy i echy przyjdzie czas kiedy indziej :) teraz spontaniczna twórczość na moich paznokciach :) 



a tu próba samodzielnego wykonania zdjęcia bez użycia rąk - powiem szczerze jest to bardzo trudne ;) jednak nie jest niewykonalne :) 


Pierwsze wrażenia? - Mary Rose polubiła się ze Słonecznym Patrolem jednak uważam to za jednorazowy numerek :) moim zdaniem więcej razy 'nie zagrają razem' jedynie będą się spotykać gdzieś w otchłani pomiędzy innymi lakierami udając, że nic między nimi nie było ;) 

Na serio - to Słoneczny Patrol jest niesforny nie łatwy w obsłudze nie wiem czy się polubimy. Mary Rose dużo lepiej prezentuje się na żywo - niestety nie jest fotogeniczna i widzę, że aparaty niewdzięcznie przekłamują jej naturalne piękno, którego niestety nie doceniłam widząc zdjęcia o Jamapi i dla mnie jest 'łatwa;)' w użyciu. 

O trwałości innym razem ;), ale jedno co mogę stwierdzić, że Mary schnie przyzwoicie natomiast Słoneczny nieco mniej ale da się przeżyć. 

Jeżeli któraś z Was chce również spróbować poromansować z tą parą to jest możliwość wygrać lakiery TU klik 

A dziewczynom, które mają SWOJE lakiery gratuluję niepowtarzalnej szansy :) 

w moim najbliższym rossie brak Olesskowych lakierów :/ a poza Mary Rose to na nim mi jeszcze zależało bo takiego różu nigdy nie za wiele :) 


A tak na marginesie ta plastikowa tabliczka obok lakierów mnie rozwala... konkretne przyzwolenie na otwieranie i 'sprawdzanie' lakierów .. w tej kwestii Rossmann się nie popisał - zapytałam jedną z ekspedientek czemu mają służyć te tabliczki - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic, że są aby sobie sprawdzić jak kolor wygląda - na co ja, że przecież po tym 'sprawdzeniu'  produkt nie jest pełnowartościowy - na co ona, że to przecież tylko lakier - i mi ręce opadły.. w Waszych Rossmannach też macie takie cuda?

pozdrawiam
.biemi

sobota, 26 stycznia 2013

zakupowo w Hebe i nie tylko

Dziś miałam swój pierwszy całkiem nieplanowany raz w HEBE jako, że u mnie nie tej drogerii przy wizycie w stolicy i odrobinie czasu ją zaliczyłam - weszła, obeszłam dwa razy bo po pierwszym stwierdziłam, ale tu nic nie ma ;) po drugim razie ups jednak jest co zwiedzać, trzeciego obchodu nie robiłam bo stwierdziłam, że przestanę racjonalnie myśleć ;) Niewiele wpadło do koszyka, ale zawsze coś. Odżywka Kallos tyle dobra o nich wszędzie, więc zobaczymy jak u mnie będzie - ulubiony Tisane :) W moim mieście w szafach Essence można sobie szukać nowej limitki jednak w Hebe tylko róży brakowało ja skusiłam się na siwy eyeliner.


po Hebe poszłam do Rossmanna bo przecież -40% na podkłady - więc jedynie kierując się czystą ciekawością a nie potrzebą posiadania bez czytania recenzji zakupiłam ten podkład który widać na zdjęciu - znacie go? Pani przy kasie twierdzi, że promocja na podkłady trwa do jutra więc jeżeli któraś jeszcze nie skorzystała to można próbować jutro swoich sił. Z Hebe i Rossa blisko było do świata zapachów :) tak zaopatrzyłam się w kolejny wosk i mam wrażenie, że to będzie pierwszy, który będę mogła wąchać i wąchać bez końca :). 
Jak Wam mija weekend? Ja miłymi zakupami kończę dzisiejszy dzień i idę na odpoczynek.

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 27 listopada 2012

Chwilowa niemoc i dogrywka z - 40%

Drugi tydzień się zaczął, w którym od początku nie ogarniam ;) ani siebie ani otoczenia - nie moc, nie 'doczas', nie wszystko ;)
i zdecydowanie jest za ciemno na zewnątrz - nie lubię tego. 
Jednak aby nie było tylko na nie to miałam kolejne podejście w rossie, bo ja wolę tak na raty ;) w tedy mniej  boli.
(jeszcze do jutra można grzeszyć w R.)
 puder nr 01, lakier biały MS do frencha, MS nr 425 i rimmel 315, cienie wibo 01 i 02

Plus dziś zaliczyłam Anne Kareninę 


odczucie: co autor miał na myśli? - nie wiem - nie zrozumiałam, stwierdziłam, że chcieli dobrze, jednak przedobrzyli - średnia na sali +60 - ale nie jestem pewna czy to też dla tej grupy wiekowej film - może dla mnie zbyt ambitny? nie wiem - nie pojmuję. 

Początek na nie, środek na tak - koniec na nie - chyba faktycznie dopadła mnie 'mocna nie moc'.

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 22 listopada 2012

Macie nadwyzke w portfelu - rossmann temu zaradzi czyli -40%

To że reklama dźwignią handlu to wiadomo nie od dziś - ale, że jakakolwiek obniżka cen daje mocno w dekiel to już trzeba na własnej skórze odczuć ;). 
O tym, że w rossmannie - 40% na kolorówkę jest od dziś to chyba już tylko ksiądz z ambony nie ogłaszał :). Poszłam i ja - tylko popatrzeć może trochę pomyśleć - przy okazji kupić siostrze podkład. Jak już dotarłam i przekalkulowałam to sama wyszłam cięższa o nowy podkład MF i róż :). Reszta dla siostry :)



Po prostu nie wiesz co z kasą zrobić idź tam i bądź kuszona - czysta kalkulacja nas zmusza do zakupów ;).
Wy też się skusiłyście? 
Używała któraś z Was tych wkładek? wyglądają zachęcająco - jednak czy będzie w tym wygodnie? 

pozdrawiam
.biemi

niedziela, 18 listopada 2012

Bo tusz wazny jest.

A jak ważny to każda z nas wie. Mój ideał to Max Factor 2000 calorie dramatic look - cóż że mam ideał, jak cena nie idealna - może nie wygórowana jednak cały czas chcę znaleźć coś co mi go zastąpi. Poszukuję od długiego czasu - raz lepiej raz gorzej. Tym razem padło chyba na gorzej. Tusz w pewnych kręgach okrzyknięty nawet odpowiednikiem MF - jednak w moim mniemaniu twierdzą tak Ci, którzy nie używali MF ;) (nie obrażając nikogo:P), Mowa o maskarze od Wibo w różowym opakowaniu - wiem, że wiele ją lubi a jeszcze więcej lubi jej zielonego brata - ale ja nie lubię silikonowych szczoteczek - może trzeba to zmienić - zobaczymy.
Tusz zamknięty w prostym, lekkim różowiastym opakowaniu.

 


 Szczota włochata jednak dość mała


oko na 'maroko' 


 Plusy i minusy 

+ szczota - mała ale wygodna w obsłudze
+ nie obsypuje się
+ nie odbija się na powiece - dobrze zasycha
+ ładnie rozczesuje 
+ cena niecałe 10zł
+ dostępność w każdym Rossmannie

+/- łatwa aplikacja na początku - trudniejsza z czasem użytkowania - tusz nie potrzebuje oddechu od razu po zakupie jest dobry do nakładania jednak konsekwencją są jego minusy

- szybko wysycha - 3 tygodnie wystarczą a produkt staje się 'tępy' - produkt dobrze przechowywany i domykany
- po ok 2 tyg robią się grudki, które trudno zczesać - może sól fizjologiczna by pomogła ale jakoś motywacji brak ;)
- tylko czarny kolor - a ja bardzo lubię brąz na rzęsach
- czerń mało czarna ;) 
- zbyt słaby efekt pogrubienia, podkręcenia i podkreślenia

Nie ma jakieś totalnej tragedii, ale to nie jest tusz, który kupię jeszcze raz - po prostu będę dalej szukać :). 

A wczoraj był zlot czarownic ;) - wielkie dzięki dla Organizatorek - dziewczyny jesteście wielkie. Nie dało się ogarnąć wszystkich kobitek ponad 40 babek na ok 30 m2 - może forma Speed Dating załatwiła by sprawę żeby każda z każdą ;) - relacja będzie, nie obiecuję kiedy ale będzie :) 

powiem tak czuję się dopieszczona 



dzięki temu poznałam nowe świetne dziewczyny - dla takich chwil super jest funkcjonować w tym wirtualnym świecie :D.

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 6 listopada 2012

Alterra - Krem do mycia twarzy

Po raz pierwszy znalazłam produkt do mycia twarzy, który mnie zachwycił, o którym pomyślałam, że mógłby u mnie zagościć na dłużej niż jedno opakowanie. Zresztą chyba nigdy mi się nie zdarzyło kupić dwa razy tego same żelu do mycia twarzy bo zawsze było jakieś tam ale albo było coś nowego co chwiałam wypróbować. I tak znajduję swój Hit a źli ludzie mi go wycofują???? Proszę napiszcie, że to nie prawda, że to co piszą dziewczyny to kłamstwo plisss ;). CZY NAPRAWDĘ WYCOFALI KREM DO MYCIA TWARZY Z ALTERRY???? Wiadomość o odżywce z Isany tak mną nie wstrząsnęła jak wiadomość o tym kremie ;(. Jeżeli ktoś jeszcze nie próbował a możliwość kupić - to niech się nie waha ;). A dlaczego to zaraz o tym napiszę. Produkt zamknięty w łatwej do użytku tubie. Ładne proste opakowanie.




 Skład : 

Aqua, Coco Glucoside, Glycerin, Alcohol*, Glycine Soja Oil*, Olea Europaea Oil*, Xanthan Gum, Caprylic/Capric Triglyceride, Rosa Canina Oil*, Vitis Vinifera Oil, Rosa Canina Fruit Extract*, Vitis Vinifera Fruit Extract*, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cetearyl Sulfate, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Limonene**, Citronellol**, Linallol**, Citral**.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych.
**naturalne olejki eteryczne. (zapożyczone z wizaz.pl) 

 Plusy i minusy 

+ nie ma uczucia przesuszenia po użyciu
+ dobrze oczyszcza - ja to czuję że jest dobrze i czysto 
+ nie zapycha mimo że gliceryna dość wysoko
+ nie powoduje powstawania nowych nieprzyjaciół
+ bardzo dobrze zmywa makijaż - przy nim nie używałam niczego dodatkowego do demakijażu
+ lekka konsystencja (taki trochę rozwodniony krem) 
+ przy nim moja cera weszła w stan równowagi nie cudowała nawet w trudne dni
+ wygodne opakowanie
+ zapach - lubię ziołowe produkty
+ łatwo się zmywa - ja go używałam jak normalnego żelu nakładam i zmywam wodą
+ skład - przyjazny dla otoczenia ;)
+ cena 9zł w promocji poniżej 8zł

- wydajność - baaardzo szybko sięgam w nim dna ok 1 do 1,5 mc 
- DOSTĘPNOŚĆ!!!! ;( podobno wycofany (dziś jadę na poszukiwania)

Jest to produkt, który bardzo polubiłam za działanie, konsystencję, cenę - za wszystko po prostu produkt do mycia twarzy idealny dla mojej twarzy idealny. 

Ehh. 
.biemi

poniedziałek, 5 listopada 2012

Musialam i ja Eliksir od Wibo

Pod nawałem wszystkich pozytywów musiałam i ja wpaść w szpony i zakupić cudaka z Wibo. Nie wiem jak się sprawuje bo to świeży nabytek, dziś po pracy poszłam wypatrzyłam i kupiłam i polubiłam od pierwszego nałożenia. Tak miałam z Celią i to był strzał w dziesiątkę - myślę, że z tą też się polubimy ;) Po naocznym obejrzeniu pomadek padło na nr 6 lekki różowy kolor, nie krzyczy 'jestem na ustach' spokojny lekko 'przydymiony' idealny dla mnie zresztą co tu dużo pisać tak to wygląda.


 


Opakowanie w odróżnieniu od większości mi się podoba jak się mu nie przyglądamy z bliska to jest ładne ;) jednak mam wrażenie że jakość jego jest dość kiepska no ale czego my oczekujemy za 8zł?? 
i kolor niestety w rzeczywistości jest tak pomiędzy tym co na ustach widzicie a tym co na ręce ale bardziej taki różowiasty jest jak na ustach :)
bonusik ;)
muuuak ;)


pozdrawiam
.biemi

czwartek, 13 września 2012

Odzywiamy z Isana

Co człowiek to inna opinia, albo bardziej trafnie - co włos to inny efekt. Produkt, który chyba ma równie wielu zwolenników co i przeciwników. Swoje trzy grosze dorzucę na temat rossmannowskiego cuda? nie cuda? - odżywki od Isany z olejkiem babassu. Produkt standardowo produkt zakupiony pod natłokiem pozytywów w blogosferze. Inni chwalą więc za 3,5(w promocji) ;) musi cudo nie cudo wylądować na mojej głowie. 

Produkt zamknięty w wygodnej - łatwej w obsłudze butelce, szata graficzna nie powala, ale jest róż więc i me oko cieszy i tyle mi wystarcza do szczęścia jak na razie ;)



Pierwszy raz w ten sposób - mam nadzieję, że bez błędów ;)
                                                                                           Skład                                                                                                                          
Aqua - woda

Cetearyl alcohol -emolient, wygładzacz i zmiękczacz

Glycerin - gliceryna - utrzymuje wilgoć

Cetrimonium Chloride -  konserwant lekko emulgujący, działa tez anty statycznie i przeciwdziała rozwojowi organizmów bakteryjnych

Bis-diglyceryl Polyacyladipate-2 - półstały emolient, składnik konsystencjotwórczy

Orbignya Oleifera Oil - wyciag z korzeni palmy babassu 

Behentrimonium Chloride - konserwant, także substancja o działaniu antystatycznym

Hydroxyethylcellulose - konserwant

Isopropyl Alcohol -  rozpuszczalnik, konserwant, odkaża, nie dopuszcza do rozwoju grzybów i bakterii 

Sodium Benzoate - konserwant substancja antybakteryjna

Potassium Sorbate - konserwant, zapobiega starzeniu się produktów

Parfum - zapach

Citric Acid -  kwas cytrynowy naturalny konserwant regulator ph

Sodium Hydroxide -  jest to wodorotlenek sodu, który najczęściej ma utrzymywać odpowiednie pH


Plusy i minusy:

+ cena - częste promocje
+ zapach
+ dostępność - wszystkie Rossmanny
+ nie obciąża
+ ułatwia rozczesywanie
+ nawilża
+ włosy są miękkie w dotyku
+ ułatwia układanie włosów
+ nie przetłuszcza
+ super jako baza do tworzenia mikstur (nie za wiele jeszcze tworzę, ale ona do tego się nadaje)
+ wzbogacona nieco spełnia rolę maski 

minusów w moim przypadku brak - więc jak łatwo zauważyć należę do osób dla, których jest to mały cud miód dla włosów. Mniemam, że głównym powodem dla którego u nie których odżywka się nie sprawdza jest olej z palmy babassu - ma on podobne właściwości jak olej kokosowy, który również nie jest dla wszystkich. Ja osobiście polecam - za taką cenę można spróbować, jak się nie spodoba oddać sąsiadce ;). 

pozdrawiam
.biemi
EDIT 18.09.2012 - JEŻELI KTOŚ NIE UŻYWAŁ A CHCIAŁBY TO SĄDZĘ ŻE JEST JESZCZE SZANSA NABYĆ JA W ROSSMANNACH BO JAK DONOSZĄ DZIEWCZYNY PRODUKT JEST WYCOFANY Z OBIEGU :/

środa, 18 kwietnia 2012

Mieta pilnie poszukiwana!!

Jako, że moje dłonie bardzo nie lubią się z kolorem miętowym - a oczy uwielbiają na niego patrzeć, poszukuję takiego który będzie dobrze ze mną współgrać. Wybór niby spory, ale jak przychodzi co do czego to albo cena za wysoka - bo nie lubię drogich lakierów ;) - albo akurat wykupiony. 

Często tak mam, że jak się w końcu na coś zdecyduję to tego już nie ma. Szał ciał na miętusy na pazurach trwa już chyba ponad rok - a ja dopiero teraz znalazłam coś co można stwierdzić że jest bliskie ideału.

Jednak zawsze jest jakieś ale... ale o tym później ;) 

Wypatrzyłam w Rossmannie, cena dla mnie zadowalająca bo nie całe 6zł :D:D:D a mówię o kolejnym pazurko-mazakiem od Miss Sporty z serii ET VOILA French Manicure nr 14. 
Napisali że jest gruby pędzelek - jest zwyczajny jedynie tylko trochę dziwnie ścięty, ale podczas nakładania wygląda podobnie jak na rysunku ;) ogólnie to co napisali na opakowaniu do głównie oszukaństwo ;) Na opakowaniu napisali jeszcze , że utrzymuje się do 7dni - obiecanki cacanki. Pomalowane pazurki z podkładem bez topa na drugi dzień były w opłakanym stanie - końcówki totalnie pościerane. 



Dałam drugą szansę - postarałam się, ładnie go nałożyłam pomalowałam topem, cierpliwie czekałam aż wyschnie  - a to trochę trwało z taką ilością warstw jakimi się potraktowałam i w sumie się opłaciło bo efekt po dwóch dniach tak się prezentował 



Całość wytrzymała 5 dni :D:D:D, nie wierzyłam jak patrzyłam, że u mnie mani tak długo się trzyma, jednak to nie była zasługa lakieru a topa (killys akrylowa moc) - bo lakier w sam w sobie jakościowo to kit. Ale kolor mi się strasznie podoba idealnie się wpasowuje w moje kolory, ale jest ale i nie chodzi tu o trwałość bo to można podrasować, ale ma baaardzo słabe krycie na zdjęciach za bardzo tego nie widać, ale są prześwity - nałożyłam dwie warstwy i to zdecydowanie za mało :/ nie lubię 3 warstw, więc nie będzie on moim ideałem i muszę poszukiwać dalej ;). 

pozdrawiam :) 
.biemi

wtorek, 13 grudnia 2011

zmywamy pazurki - Hit czy Kit

Mam swojego faworyta w kwestii zmywania lakierów z paznokci od wielu lat. Jednak asortyment jest tak bogaty i szeroki, że chęć wypróbowania czegoś nowego popycha do zdrady ulubieńca :) Przedstawię w dość zwięzłym zestawieniu trzy zmywacze do paznokci - Isana Rossmann, Nailty Biedronka, Cien Lidl.



Najbardziej wygodne opakowanie posiada zmywacz Cien - i głównie ten fakt skusił mnie do zakupu - cena ok 5zł, najmniej wygodne opakowanie ma Nailty - jak dla mnie za mały otwór - zakupiony przez bardzo pozytywne wszechobecne opinie i twierdzenie że pachnie jak budyń waniliowy cena ok 3/4 zł, Neutralne jak dla mnie opakowanie posiada Isana takie w sam raz ;) cena 5zł za 400ml :) 

skład: 
Isana


Nailty


Cien

 A teraz konkrety :) przestrzegam przed zmywaczem z Lidla!!!! Moje świeżo odbudowane paznokcie zostały na nowo zniszczone tym paskudztwem, nie wiem jaki jego składnik aż tak źle na nie wpłynął, ale mam pewność, że ten zmywacz to zło!! Nie mogę mu zarzucić jednak tego, że źle radzi sobie z lakierami - wręcz przeciwnie bardzo dobrze zmywał. Ale skórki paskudnie przesuszał, tak że a fuj ;) a pazurki momentalnie stały się nieprzyzwoicie po rozdwajane. Nie mam serca na nikim go wypróbowywać - więc jego los zakończy się w zlewie - buteleczka zostanie do dalszego użytkowania. Testowanie na własną odpowiedzialność. 

Natomiast biedronkowy zmywacz - hm .. bez szału ale również bez tragedii, z ciemnymi lakierami nie radzi sobie zadowalająco, jednak nie niszczy i nie robi szkód. Niestety dla mnie zapach nie przypomina budyniu waniliowego - wg mnie on baardzo śmierdzi - i pisze to osoba która lubi zapach zmywaczy ;) 

Na koniec pozostawiłam mojego ulubieńca z Rossmanna :) Nie wiem od ilu lat go używam, jednak jest niezastąpiony. Dla moich paznokci jest bardzo łaskawy nie niszczy ich i co najważniejsze nie przesusza skórek :) Pamiętam jak ok 3 lat temu miałam przerażenie w oczach, jak dowiedziałam się, że ten zmywacz może być już nie dostępny, jednak na moje szczęście zostałam wprowadzona w błąd i to był tylko chwilowy przestój. To jest mój ulubieniec i z przygodami z innymi zmywaczami nie mam ochoty go na żaden inny zamieniać

A jacy są Wasi ulubieńcy??
.biemi

piątek, 25 listopada 2011

Micel AA na celowniku

Po wykończeniu płynu micelarnego Perfecta przyszła pora na micel od AA. Zakupiony w Rossmannie za 14,50 - tu najtaniej w SP i w Naturze jest ok 2zł droższy ;). Jest to w sumie nowość firmy AA, jest dostępny w 4 wariantach do różnego typu cery. Ja zdecydowałam się na wersję do cery bardzo suchej, mimo że moja cera jest mieszana w stronę tłustej zależało mi aby nie napinał i nie przesuszał skóry. 
Produkt zamknięty w przyjemnym prostym opakowaniu 250ml



dozownik prosty w użyciu, lekko się otwiera bezpieczny do transportu :) 


kilka słów od producenta:


skład


Tego produktu używam od ok 4 tygodni - zużyłam ok 1/4 butelki - więc wydajność bardzo zadowalająca, przy codziennym użytkowaniu raz dziennie. 

Przedstawiam obrazowo jego działanie:
wszystkie produkty nałożyłam na bazę do powiek i poczekałam jak dobrze zaschną


pierwsze delikatne przetarcie dłoni nasączonym wacikiem


widać, że z eye linerami i z kredką avon za pierwszym razem sobie nie radzi - ale żadem micel jaki używałam od razu sobie nie radził ;) 

drugie podejście - wacik chwilę przytrzymałam aby miał szansę zadziałać i rozpuścić to co jest do usunięcia


nie dał rady tylko kredce z avon, którą uważam za wielce oporną, również nie radzi sobie z wodoodpornym tuszem jednak do takowych używam dwufazowego płynu, który daje radę ;) Zdjęcia mówią same za siebie co i jak.
Produkt bardzo zadowalający i bardo przyjemny w użyciu. 
Plus:
+ spełnia swoje zadanie
+ bardzo dobrze usuwa makijaż
+ nie napina skóry
+ nie przesusza
+ nie pozostawia nieprzyjemnej powłoki na skórze
+ pachnie truskawkową mambą ;) 
+ cena za 15zł otrzymujemy 250ml rewelacja
+ wszechobecnie dostępny
+ marka - lubię AA
+ nie pieni się
+ nie ma nieprzyjemnego uczucia chłodu

Minusy:
- nie zmywa wodoodpornego makijaży

Wniosek, jak na razie najlepszy micel jaki dotąd używałam w 100%, o pozostałych pisałam tu KLIK Jednak sądzę, że w najbliższym czasie pójdzie w odstawkę mimo całej mojej sympatii ponieważ przerzucam się na metodę OCM :) wczoraj miałam pierwszy raz i był bardzo przyjemny :)

.biemi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...