Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2014

Z Babcia za pan brat.

Babcina apteczka, która jest dostępna na drogeryjnych półkach bardzo dobrze sprawdza się w pomocy przy codziennej pielęgnacji. Ja najbardziej lubię się z ich produktami do włosów - jeszcze nie trafiłam na produkt bubel. Biorę z przekonaniem, że będzie dobrze. Nie inaczej było tym razem. 

Produkt: Szampon do włosów nawilżająco - regenerujący
Linia: z apteczki babuni Joanna
Pojemność 300 ml
Cena: ok 6-8 zł
Dostępność: drogerie, supermarkety






Nie jest to mój pierwszy szampon z tej linii jednak jest to chyba jedyny z tak krótkim składem - lub może od poprzedniego razu coś pozmieniali i są ubożsi w dodawanie chemii. 
Szampon jak najbardziej spełniał swoje zadanie.

+ porządnie oczyszcza skórę głowy i włosy
+ dobrze się pieni
+ przyjemny zapach
+ nie powoduje łupieżu
+ nie podrażnił
+ nie obciążył 
+ dobrze radzi sobie ze zmywanie wszelkich specyfików, które wcześniej nałożymy na włosy: suchy szampon/oleje/kremy etc.
+ wydajny
+ cena
+ dostępność

Obietnica producenta o odpowiednim oczyszczeniu jak najbardziej spełniona. Włosy niestety nie koniecznie są gładsze - do tego niezbędna jest odżywka :). 

Dla mnie jest to bardzo dobry drogeryjny szampon, który nie pogorszy kondycji naszych włosów i dodatkowo nie będzie ich obciążać. Bardzo dobrze sprawdził się w codziennym użytkowaniu. Polecam szczególnie do włosów przetłuszczający się.

pozdrawiam
.biemi



niedziela, 9 marca 2014

Zoom na koncowki.

Posiadając długie i rozjaśniane włosy intensywna pielęgnacja jest niezbędna aby włosy prezentowały się przyzwoicie. Jako osoba, która sobie nie wyobraża funkcjonowania bez suszarki do włosów ochrona i zabezpieczenie ich jest jeszcze bardziej ważne. Maski/odżywki/kompresy/olejowanie itp. ok jednak jeszcze pozostają końcówki, dla których odżywka/maska to nie co za mało. Dobrze było posiadać w swoim arsenale jeszcze produkt je zabezpieczający i nawilżający. Dlatego produkty stricte do końcówek są ze mną od długiego czasu. Dzisiejszy produkt zakupiony głównie przez swoje opakowanie. Zdania są podzielone - pierwotnie miałam myśl aby zawartości się pozbyć i sięgnąć po to co najbardziej potrzebuje z serum czyli pompkę  - jednak pokusiłam się o użycie i wyszło całkiem nieźle. 

Produkt: Avon 'serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów' 
Linia: Advance Techniques daily shine
Pojemność: 30 ml
Cena: od 11 do 22 zł  - w zależności od obowiązującej oferty
Dostępność: Avon






Produktu używam od ok 4 miesięcy i powoli dobija dna. Konsystencja jest dość rzadka jak na tego typu kosmetyk przez co zmniejsza się jego wydajność. Na jednorazową aplikację potrzebujemy dwie lub trzy porcje produktu. Nie należy on do najbardziej treściwych. Moim zdaniem jest ciut za bardzo rozwodniony - osobiście wolę jak serum na końcówki jest bardziej skoncentrowane. Niemniej jednak serum przyzwoicie nawilża końcówki włosów. Nie powoduje przesuszenia tej części włosów ale przez wzgląd na wysoką pozycję alkoholu w składzie u każdego działanie może być inne. Uważam, że to właśnie alkohol powoduje tak różne opinie na temat tego produktu.  Dzięki niemu moje włosy dłużej były ładne po podcinaniu  i znacznie dłużej cieszyłam się przyzwoitymi końcówkami. Prawdą jest, że używałam znacznie lepsze preparaty jednak tu jest nieźle i używam go z przyjemnością.

Nie napiszę, że efekt jest wow i jest to 'musisz to mieć' jednak jest to pozycja godna uwagi.

A Wy czego używacie do zabezpieczania swoich końcówek włosów? 

Pamiętajcie o rozdaniu

pozdrawiam
.biemi


poniedziałek, 24 lutego 2014

Batiste po raz drugi razy trzy

Moje pierwsze słowa na temat szamponów Batiste zostały zamieszczone wieki temu. Nie wiedzieć czemu ich temat porzuciłam zwłaszcza, że jeżeli pojawia się jakaś wzmianka o nich na blogach wypowiadam się z wielką ochotą. Niemniej jednak od prawie dwóch lat jestem im wierna z mniejszymi przerwami na np. Isanę lub Farmonę - nie zawsze mam zapas a niestety u mnie w mieście nie są dostępne stacjonarnie (jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ;)). Dziś przygotowałam małe 'kombo' na ich temat. Stwierdziłam, że nie ma sensu rozdrabniać się na oddzielne posty zwłaszcza, że przedstawione poniżej produkty różnią się od siebie jedynie wariantem zapachowym. 


Produkt: suchy szampon
Zapach: oryginalny, wiśniowy i tropikalny
Pojemność 200 ml 
Cena: w zależności od miejsca 15-17zł
Dostępność: drogerie Hebe, drogerie internetowe, allegro

Wersja 'original' - zapach przyjemny zbytnio nie wyróżniający się, delikatny lekko pudrowy. Nie nachalny. Trudno go sklasyfikować kojarzy mi się z zapachem takiego dawnego dezodorantu. Jeżeli miałabym wybierać to chyba byłby jeden z moich ulubionych zapachów. 


Wersja 'cherry' - zapach również przyjemny, słodki ale nie duszący. Nie czuć w nim typowych wiśni jednak zapach wg. mnie można porównać do perfum dla małych dziewczynek połączony z pudrem dla niemowlaków. Średnio przypadł mi do gustu, nie przeszkadzał mi jednak szampon tak po prostu wąchany jest ok na włosach ciut ciut zapach mi przeszkadzał. 


Wersja 'tropical' - zapach chyba najpopularniejszy z rodzinki batiste, zawsze jak chciałam go kupić to w sklepach widniało 'niedostępny'. Oczekiwałam po nim sama nie wiem czego - chyba, że zapach mnie powali i pomyślę 'Tak, tak chcę właśnie tak pachnieć'. Nie było tak ;) nie rozczarował ale i nie powalił na kolana. Ta wersja jest przyjemna również nie nachalna, owocowa czuć tropiki ;) taki miks owocowy. 


Zapachy zapachami - stwierdzam, że bardzo trudno opisać to co się czuje nosem :). Łatwiej mi opisać wrażenia dotykowe i wizualne :). Ograniczam się do stwierdzeń - śmierdzący i ładnie pachnący :). Każdy z wyżej wymienionych rewelacyjnie spełnia swoje zadanie. Odświeża włosy, podnosi je u nasady, nie skleja. Włosy wyglądają nienagannie przez dłuższy czas. Zaaplikowany z rana do wieczora daje nam zadowalający komfort. Mając je w zanadrzu nie straszne jest mi zasypianie (choć to tfu tfu prawie mi się nie zdarza) jak również nie istnieje coś takiego jak 'zły dzień moich włosów' - są oklapnięte to nawet jak są świeże potrafię sięgnąć po ten produkt aby mieć efekt wow. Nie mogę nie wspomnieć, że niestety szampony bielą - dla ciemnowłosych mogą być problematyczne. Jestem blondyną więc ta kwestia mnie nie dotyczy. Produkty za swoją cenę są zadowalająco wydajne. 

Po za dostępnością i bieleniem nie widzę w nich wad. Gama zapachowa jest bardzo szeroka i można próbować swój ulubiony. Polecam z pełną odpowiedzialnością bo są świetne :) 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 6 lutego 2014

Zapachowe rozpieszczanie dla wlosow...

Gdyby nie pewne rozdanie u Moniki z La vida es mi pasión  mogłabym sobie pomarzyć o wypróbowaniu odżywki od Garnier - wanilia z papają. Przy odrobinie szczęścia zostałam wylosowana :D :D :D i produkt zawitał w me skromne progi umożliwiając mi delektowanie się i rozkładaniem go na czynniki pierwsze. Prawdą jest, że przy obecnej modzie na ich odżywki  -produkt, który nie jest u nas dostępny jest jeszcze bardziej pożądany. 

Samo 'cudo zza granicy' wygląda tak samo jak nasze rodzime wersje. Dość tępe zamknięcie, które przy pierwszych razach może na dostarczyć takich doznań jak złamany pazur z czasem się wyrabia i jest lżej. 
Przeznaczona dla włosów długich, nawilżająca nadająca gładkości.





Odżywkę stosowałam po każdym umyciu głowy - była traktowana jako podstawowy produkt do nawilżania włosów. Nakładałam ją na 1/3 długości pozostawiałam na 2-3 min i spłukiwałam. Nie spodziewałam się po niej spektakularnych efektów niemniej jednak nie rozczarowała mnie. Moje włosy przy kontakcie z nią wręcz ją spijały - przez co dość szybko dobiłam do dna. Nie możemy od niej oczekiwać efektu wow jednak przy podstawowej pielęgnacji spełnia swoje zadanie. Włosy po jej użyciu są przyjemne w dotyku, ułatwia ich rozczesywanie. Nie pogarsza kondycji włosów. Jedną z najciekawszych zalet tego produktu jest jego zapach - bardzo miły i otulający. Dzięki temu zapachowi baaardzo miło się jej używało zwiększając przyjemność 'odżywkowania' się - niestety zapach jest dość ulotny jednak jeszcze po wysuszeniu włosów delikatnie możemy go wyczuć. 

Jeżeli posiadacie możliwość zaopatrzenia się w ten wariant zapachowy gorąco polecam. Odżywka jest lekka i łatwa w użytkowaniu. Po niej mam ochotę sięgnąć po wersje dostępne na naszym rodzimym rynku. 

A Wy posiadacie swoich ulubieńców z Garnier? 

pozdrawiam
.biemi

środa, 22 stycznia 2014

Zderzenie 'legendy' z rzeczywistoscia...

Rok rozpoczęłam od pasma postów pochwalnych. Byłoby zbyt słodko gdyby to dłużej trwało. Dla równowagi dziś postanowiłam nie tyle co zakwalifikować produkt do tzw. bubli minionego roku a skonfrontować z rzeczywistością w stosunku do tego co można spotkać w sieci. Nie raz każdej z nas zdarzyło się na co drugim blogu czytać ochy i achy na temat produktu X i nie zawsze musi się to wiązać z 'darmówką' wysyłaną od firm tylko z panującą modą na ten właśnie produkt. Gdzieś w okolicach lata 2012 przez blogosferę przeszła istna burza, która przynosiła nam nowe odkrywcze doniesienia na temat rewelacyjnego produktu. Rzesze włosomaniaczek tłumnie zmierzały do drogerii aby zdobyć ten jedyny i nie powtarzalny produkt. Później powstały 'tony' słów ...

Ja w tym tłumie się znalazłam... Zakupiłam, powiedzmy, że zużyłam i swoje zdanie sobie wyrobiłam o żelu do higieny intymnej Facelle.

dostępność: Rossmann
cena: ok 5-7zł
użytkowanie: tylko i wyłącznie zewnętrzne 
okolice użytkowania: wszelakie ;)



Zoom na baardzo dooobry i zachwalany skład:



Produkt zakupiony w jednym konkretnym celu: mycie włosów. Jako, że wszem i wobec było głoszone (bo już teraz cicho sza o nim jest), że produkt idealny dla naszych włosów, że cena bardzo przestępna a toć to produkt iście objawiający się jako perła wśród innych (ja tak te posty odbierałam) spodziewałam się ochów i achów. Rzeczywistość niestety mnie przerosła i bardzo długo zbierałam się za opisanie produktu. 
Użytkowanie żelu jako szamponu w moim przypadku było istną udręką. Miałam świadomość, że nie będzie lekko - używałam produktów mało pieniących się i naturalnych i wiedziałam z czym to się je. Jednak przy tym 'szamponie' splątanie włosów było niemiłosierne - przy okazji odżywki nie wiele pomagały. Jeszcze to można by było przeboleć, jeżeli skutkiem tego miały by być 'szczęśliwe' i lśniące włosy. Niestety do pożądanego efektu było im daleko. Produkt z moimi włosami sobie nie radził. Nie domywał ich, po dwukrotnej aplikacji miałam cały czas wrażenie, że włosy są bardziej tłuste niż przed myciem. Po wysuszeniu włosy kompletnie traciły na objętości. Przy nasadzie oklapnięte na dalszej części taki średnio efektowny puch. Próbowałam go zapieniać, używać w mniejszej/większej ilości - zawsze starannie go wypłukiwałam - efekt zawsze ten sam na 'niedomytego brudasa'. 

Plusów doszukać się nie potrafię, zniechęciłam się do niego kompletnie. Po dobiciu do połowy opakowania zrezygnowałam z dalszej 'pielęgnacji' włosów za jego pomocą i zużyłam do celów wg wskazań producenta - w tym przypadku radził sobie przyzwoicie.

W moim odczuciu sprawdza się stwierdzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego i chyba czasem lepiej się zastanowić czy podążać za tłumem i się kusić czy też wziąć zimny prysznic i jeszcze raz przespać się z myślą o dokonaniu danego zakupu. :)


pozdrawiam
.biemi

piątek, 8 listopada 2013

TAG: Historia moich wlosow ...


Piękność dnia puściła w świat TAG, który z zaciekawieniem przeglądam na innych  blogach. Sama pokusiłam się o przedstawienie jak to u mnie kiedyś było a jak jest teraz... 

Ze względu na to, że głowę mamy tylko jedną a pomysłów wiele niektóre moje 'fryzury' długo nie gościły i ustępowały co rusz to nowych zachciankom co kończyło się z różnym skutkiem. Nigdy nie lubiłam swojego naturalnego tzw. mysiego blondu najlepiej zawsze czułam się w jasnym blondzie, ale mimo upodobań to wszystko wyglądało tak: 

Przyszedł czas dojrzewania, hormony mocno buzowały i zaczął się problem z przetłuszczającymi się włosami. Na 'ratunek' przyszła pani fryzjer, która zafundowała mi trwałą. Takowy zabieg 'ulepszał' moje włosy chyba czterokrotnie przez ok 2 lata...  Po trwałej należało jakoś wyrównać kolor włosów. Poszłam w stronę ciemnych brązów plus 'new image' a'la Edyta Bartosiewicz z okresu piosenki 'Trudno tak' ;). Po nie pełnym roku byłam znudzona i chciałam zmian - po wizycie we Włoszech wymyśliłam sobie fryzurę krótko z przodu długo z tyłu. Fryzjer nie chciał mi tego zrobić twierdząc, że będzie źle.. Ja się uparłam i za drugim podejściem zrobił to co chciałam .. wyszło ciemne krótkie coś.. Po tym niepowodzeniu na własne życzenie zaczęłam zapuszczać i robić różne dziwne balejaże włosy cały czas były bardzo mocno pocieniowane... Co półtora miesiąca lądowałam u fryzjera na zrobienie odrostu.. 


Mam włosy ciężkie, średniej grubości ale w niewielkiej ilości na głowie. Jak poszłam na studia to wizyty co 1,5 miesiąca w salonie fryzjerskim mi się nie uśmiechały. Przerzuciłam się na samodzielne zabiegi. Na zmianę włosy były ciemne lub jasne, jak jasne to w różnych odcieniach to wychodziło - było szarawo, niebieskawo czasem rudawo. Grzywka raz była raz jej nie było.  Później zamarzyłam sobie rudość - ughh ;) czułam się w niej fatalnie na szczęście kolor zszedł po dwóch tygodniach i na nowo zaczęłam chcieć mieć blond. Niestety włosy nie dały rady, zaczęły się sypać i kruszyć. Jeszcze w bardzo jasnym blondzie ścięłam je dość mocno i zaczęłam walkę o 'idealnie' zdrowe włosy.


Włosy na nowo przyciemniłam i przestałam farbować. Nawet przez ok 1,5 roku miałam manię mierzenie odrostu i liczenia jak dużo potrzebuję aby mieć full naturę mimo, że nie jestem jej fanką, ale wtedy moim motorem była walka o zdrowe i błyszczące włosy. Oczywiście radykalne cięcie nie wchodziło w grę i już cały czas trzymałam się długich włosów - jedynie z grzywką trochę kombinowałam i coś urozmaicałam i w między czasie 'trafiły' mi się oświadczyny mojego M. i wiedziałam, że droga ku naturze się skończyła i powracam do blondu. Najpierw pasemka a później już kolor po całości i tak do dziś. Najlepiej czuję się w jasnych włosach, ale nie typowym barbie blondzie tylko takim lekko ciepłym sprawiającym wrażenie naturalnego. 


Obecnie włosy mam za łopatki. Zrezygnowałam z mocnego cieniowania włosów, brak grzywki ułatwia codzienne upinanie włosów - rozpuszczone włosy są u mnie rzadkością. 

Podsumowując po wielu latach wymyślania i cudowania jest teraz u mnie bardzo nudno i zdrowo. Nie mam problemów z włosami - Fakt mam  na ich punkcie fioła i dbam o  nie najlepiej jak potrafię zewnętrznie i wewnętrznie i jest mi teraz z tym dobrze. 

Ot i cała historia. 

Zachęcam do zrobienia tego TAGu :) 

Jak jest u Was? podlinkujcie z chęcią zobaczę jak to jest u innych kobiet. 

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 7 maja 2013

Niby nic a uzaleznia.

Niby nic bo to tylko woda - woda brzozowa. Obietnic jest wiele, jeszcze więcej opinii. Co głowa to inne zdanie, jedne uwielbiają inne mieszają z błotem. Produkt nie jednoznaczny na pewno nie dla każdego. Jak jest u mnie - powiem tak różnie. Mam mieszane odczucia w stosunku do tego produktu. Z jednej strony super z drugiej nie ciekawie ot taki zmienny - trochę jak kobieta ;). 

Moja pierwsza woda brzozowa została zakupiona w Rossmannie - dostajemy tam 500 ml płynu za 5 zł. Deal jak nie wiem co - duża butla za małą cenę :). Butla wydaje się wręcz nie do zużycia - ja swoją podzieliłam się z koleżanką co by produkt się nie marnował :). 

Skusiłam się po przeczytaniu opinii, że produkt ma przedłużać świeżość włosów, z racji tego, że włosy myję co dziennie taka opinia zadziałała na mnie jak lep na muchy, nie mogłam przejść obok niego obojętnie :). 

Technicznie woda brzozowa z Isany to 500ml butla przezroczystego płynu o żółtawym zabarwieniu.

Obietnice producenta: 


Dozownik:


Dostajemy dozownik jak widać powyżej, który kompletnie nie ułatwia nam aplikacji - u mnie używanie produktu było skierowanie tylko i wyłącznie na skórę głowy - więc użycie wody na skalp bezpośrednio z butli jest wręcz nie możliwe. Ja sobie poradziłam tak: 
Wylałam to co mi zostało z bezużytecznej mgiełki - której de facto było już mało ;) i uzupełniłam wodą. Za pomocą psikacza dozowanie produktu jest idealne.  Przy tej formie aplikacji przez 4 mc użytkowania produktu przy prawie każdym myciu głowy - mogę spokojnie stwierdzić, że w sumie 2 tygodnie nie używałam jej - zużyłam 3/4 butelki po mgiełce. 



Skład produktu:
Aqua, Isopropyl Alcohol, Propylene Glycol, Glycerin, Betula Alba Leaf Extract, Betula Alba Juice, Alcohol Denat., Sodium Benzoate, Panthenol, Parfum, Potassium Sorbate, Citric Acid, Peg-60 Hydrogenated Castor Oil, CI 19140

Włosomaniaczki drżą na widok ilości alkoholu, który wiadomo jest be - powinnyśmy go unikać, jednak sądzę, że przez jego obecność w tym produkcie możemy mówić o przedłużeniu świeżości naszych włosów - alkohol wysusza nasz tłuszcz.. 

Jak jest alkohol to i jest uzależnienie;). Produkt u mnie okazał się nawet bardzo uzależniający. Na mojej głowie działa bez dwóch zdań - efekt po ok 3 tygodniach aplikacji po każdym myciu głowy. Ale ale ale i jeszcze jedno ale pominięcie aplikacji przy przynajmniej dwóch pod rząd myciach włosów powoduje powrót ze zdwojoną siłą łojotoku - nie próbowałam jak szybko wraca to do normy bo przyzwyczaiłam się do dobrego działania wody. Jest to okrutne.  Moja skóra głowy bardzo się rozleniwiła przy tym produkcie.

Obietnice producenta:

poprawia ukrwienie skóry - nie wiem nie potrafię tego określić
włosy stają się mocniejsze - jest tak jak było
nabierają blasku, objętości, łupież znika - objętość nie zmieniła się, blask? ładnie się błyszczą jest ok, łupież znika - NIE! mój M. używał tego produktu w tym kierunku i nijak mu pomogło wręcz w jego przypadku spotęgował się problem

Obietnice nie do końca do stwierdzenia - zmierzenia nie da się ich ocenić namacalnie, bądź ja ich nie potrafię zauważyć. 

Przez to, że produkt posiada alkohol - może podrażniać, nie jest to skład dla wrażliwców. Nie jest to produkt dla każdego. Trzeba się również zastanowić nad tym czy mamy ochotę bawić się produktem, który po odstawieniu zabiera swoje właściwości. Ja jak na razie jestem uzależniona, ale mam nadzieję że to moje uzależnienie jest uleczalne i minie wraz z denkowaniem produktu :). 

Jak na razie muszę jej używać po myciu głowy bo:

+ włosy lepiej 'odstawały' od skóry głowy
+ włosy dłużej były świeże
+ bardzo lubię jej zapach
+ ułatwia modelowanie włosów 
+ wyglądają na zdrowsze :) 

Plusy są niezaprzeczalne - jednak wady produktu również są widoczne od razu, trzeba uważać i przemyśleć czy skład, który jest widoczny na opakowaniu jest dla nas. Mi alkohol aplikowany na skórę głowy nie szkodzi, ale ją jak na razie bardzo rozleniwił. Nie mogę powiedzieć jak wszystko jest po zakończeniu użytkowania bo jak wspomniałam wcześniej jestem od niej uzależniona ;). Sądzę jednak, że to kwestia dwóch trzech myć głowy i wszystko jest tak jak wcześniej. 

Podsumowując dla tych, którym alkohol nie straszny i chcą aby użytkowanie wody brzozowej było tak odruchowe jak mycie zębów mogą spróbować :) w innym wypadku omijajcie produkt szerokim łukiem.

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 9 kwietnia 2013

Zakupy w nagrode ! :)

Komputer cudem powstał. Złote rączki TŻ potrafią zdziałać cuda. Ja już byłam w rozsypce i kalkulowałam ile to trzeba będzie wydobyć zaskórniaków, a on wziął rozkręcił - szuru buru tu i tam, tu dmuchną tam coś po dociskał , ciut przewietrzył i laptok śmiga jak ta lala :). Chyba Wasze kciuki pod poprzednim postem i dobre słowo pomogły. Dziękuję!! 

Jak kamień z serca spadł (oby tylko takie problemy miewać) to w nagrodę i bez wyrzutów sumienia poszłam na malućkie zakupy - co by zbyt wielkiej nadwyżki nie było w portfelu. Przy okazji pokazuję małe zakupy z e-naturalne, które dopiero co do mnie dotarły. 

Głównym celem zakupów, a początkowo poszukiwań było znalezienie kremu z Miraculum - dlaczego akurat tego? Ponieważ jeżeli jeszcze nie czytałyście zapraszam do Angel - Kobieta wpadła na pomysł zacnej akcji, której baner wisi u mnie na boku :) - klikamy i czytamy klik i zabieramy się poszukiwanie pereł wśród polskich kosmetyków!!. 

Co do samych poszukiwań byłam w szoku, że tak łatwo poszło - nie wiedziałam gdzie szukać, powiem tak - nigdy ta firma nie rzuciła mi się w oczy - ok Panią Walewską widywałam. Krem znalazłam na półce w Naturze, ku memu zaskoczeniu nawet był wybór - niewielki ale był. Zakupiłam, jak będzie się sprawować - zobaczymy. W naturze do koszyka wpadła 'odżywka' do rzęs i brwi i wg mnie śliczny brokatowy topper.



Po metodzie 1:1 moje rzęsy pieją do odżywienia - kusi mnie Revitalash, jednak cena ciut odstrasza dlatego jak na razie padło L'biotice - próbowałam stosować olej rycynowy jednak nie radzę sobie z jego aplikacją i bardzo podrażniam oczy. 

Mleczko od Marion - jeszcze go nie użyłam ale mam wrażenie, że to był zły zakup, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. 

Na e-naturalnie 'wybrałam się'  aby zakupić siostrze peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych i przy okazji sobie dobrałam olej arganowy i kwas migdałowy. 

Niby nie wiele, ale jak cieszy :). Podwójna radość bo laptok ozdrowiony, a ja bogatsza o nowe produkty :).

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 14 marca 2013

Niezastapiona - Apteczka Babuni

Ktoś kto wpadł na pomysł nazwania linii kosmetycznej "Z apteczki babuni" strzelił w dziesiątkę - zwłaszcza, że teraz wszystko co tradycyjne jest na topie. A dobre hasło jest dźwignią handlu, a jeszcze jak w parze idzie dobre działanie to czego chcieć więcej? - chcieć więcej go używać. 
Tak u mnie jest w przypadku szamponu do włosów właśnie z linii "Z apteczki babuni", a konkretniej szamponu jajecznego. 

Nie powiem, że nowa szata graficzna mi się podoba - poprzednie buteleczki były takie bardziej 'babcine' :) Te są takie zwyczajne - przyzwyczaiłam się do nich ale tak teraz bardziej są zbliżone do tych aptecznych niż babcinych :). 




Skład daleki jest aptecznym produktom, jak również produktom babcinym. Jednak połączenie tego wszystkiego tak a nie inaczej powoduje, że to dobrze wpływa na moje włosy i na moją skórę głowy. Moje włosy zauważyłam, że się lubią z SLSami - miałam czas, że ich unikałam jednak bo czasie obserwacji zauważyłam, że one mi są jednak potrzebne nie da się wszystkiego unikać. 

+ dobrze oczyszcza
+ nie przesusza
+ nie powoduje łupieżu 
+ włosy są w dobrej kondycji
+ włosy ładnie się po nim układają
+ dobrze się pieni 
+ dobrze zmywa oleje
+ wydajny nie trzeba dużo produktu aby się wymyć 
+ przyjemny zapach
+ cena 7-9zł

+/- bez odżywki włosy są splątane - po prostu nie można nie użyć odżywki :)

- producent obiecuje cuda na kiju jednak trzeba udawać, że etykiety nie ma
- dostępność - nie znajdziemy go wszędzie - trzeba szukać 

Jeżeli pominiemy kwestię etykiety i obietnic jest bardzo dobrze myjący szampon - za niewielkie pieniądze - który spełnia swoje zadanie - tego co zniszczone żaden cud produkt nam nie pomoże jednak ten szampon ułatwia pielęgnację i ją uprzyjemnia. 

pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 11 marca 2013

'Myjemy' na sucho z Isana

Oczywiście jeżeli użycie suchego szamponu możemy nazwać myciem - to jest chyba duże nadużycie :). Suchy szampon to pozycja obowiązkowa w mojej łazience - od momentu kiedy je odkryłam nie potrafię ich nie mieć. Suchy szampon od Isany jest kolejnym, który miałam przyjemność użytkować. 



Produkt zamknięty w prostym metalowym opakowaniu. 

Szampon w moim odczuciu jest zadowalający, nie jest to Batiste, nie daje spektakularnego efektu jednak jest dobry. 

+ łatwy w obsłudze :)
+ szybki efekt
+ włosy są uniesione przy nasadzie
+ nie skleja włosów
+ po czasie jego 'działania' włosy nie wyglądają gorzej niż przed jego użyciem
+ przyjemny zapach
+ włosy nie stają się tępe i zlepione
+ nie przesusza nadmiernie skóry głowy
+ cena - 10zł
+ dostępność - wszystkie Rossmanny

- nie dla ciemnowłosych - trudno go wyczesać
- włosy po bezpośrednim spryskaniu są bielusieńkie
- w moim przypadku najlepiej się sprawdzał jeżeli rano włosy były myte i wieczorem potrzebowałam nadal wyglądać świeżo w momencie kiedy na drugi dzień go potrzebowałam to efekt w moim odczuciu był ciut za lekki jednak da się przeżyć 

Dobry produkt za małe pieniądze - dla mocnego efektu jest zbyt delikatny. Jednak za tą cenę jest to bardzo dobry produkt, który możemy dostać 'od ręki'. Podsumowując polecam - warto zaryzykować :). 

pozdrawiam
.biemi

piątek, 22 lutego 2013

Tym razem Biovax mnie zawiodl

Z maskami Biovaxu się bardzo polubiłam - pisałam o nich TU - miałam nadzieję, że z szamponami tudzież szamponem będzie tak samo. Spróbowałam raz - wystarczy - nie mam chęci ponownie po nie sięgać. W moim przypadku całkowity niewypał - produkt jedyne czym mnie do siebie przyciągał to zapach.

Produkt zapakowany w prostym plastikowym opakowaniu - zakupując go otrzymujemy szampon w dodatkowym kartoniku


SKŁAD: AQUA, SODIUM COCOAMPHOACETATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, ACRYLATES COPOLYMER, COCO-GLUCOSIDE, COCAMIDE DEA, COCAMIDOPROPYLAMINE OXIDE, HYDROLYZED MILK PROTEIN (AND) LACTOSE, POLYQUATERNIUM-22, ALLANTOIN, LAWSONIA INERMIS EXTRACT, GLYCERIN, DICAPRYLYL ETHER (AND) LAURYL ALCOHOL, TRIMETHYLSILYLAMODIMETHICONE (AND) C11-15 PARETH-5 (AND) C11-15 PARETH-9, STYRENE/ACRYLATES COPOLYMER (AND) COCO-GLUCOSIDE, PARFUM, TETRASODIUM EDTA, CITRIC ACID, SODIUM HYDROXIDE, PHENOXYETHANOL (AND) ETHYLHEXYLGLYCERIN, METHYLISOTHIAZOLINONE, POTASSIUM SORBATE, HEXYL CINNAMAL


+ zapach - delikatny przyjemny - jak mleczno-śmietankowy budyń 
+ przyjemny skład
+dość dobrze się pieni

- bardzo nie wydajny - potrzeba sporo produktu aby umyć włosy
- za  ok 16 zł - dostajemy 200ml produktu, który fiku miku i go już nie ma
- bardzo obciąża włosy
- po myciu - wysuszeniu włosów - wrażenie jakby włosy były lekko 'liźnięte' wodą
- bardzo plącze włosy 
- brak uczucia oczyszczenia
- dostępność - głównie SuperPharm - tam można czatować na promocje - w normalnych aptekach ceny są wyższe

Moim zdaniem szkoda zachodu - spróbowałam zakupiłam i na kolejny raz mam ostudzony zapał. Mimo tego moja sympatia do ich masek pozostaje niezmienna ;) wydaje mi się, że nie zawsze można mieć wszystko dobre od jednej firmy :). 

pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 18 lutego 2013

Maska z BingoSpa po raz drugi

Jako, że z szamponem z BingoSpa się bardzo nie polubiłam KLIK, a z jedną z masek miałam od początku dobry kontakt ;) KLIK, naturalne było to, że zakupiłam kolejną ich maskę. Tym razem padło na produkt zawierający spirulinę oraz keratynę. Liczyłam na dobre odżywienie z racji spiruliny i dobre wzmocnie z racji keratuny;) 
Produkt zamknięty w dużym plastikowym słoju o dość dobrze zbitej konsystencji. Konsystencję mogę porównać do biedronkowych maseł tych co w swojej serii miały np Afrykę ;). 




Skład
Aqua, 1 Heksadecanol 1 Octadecanol (miksture), Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin, Glycerin, Aqua, Fucus Vesiculosus Extract, Enteromorpha Compressa Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Undaria Pinnatifida Extract, Lithothamniom Calcareum Extract, Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben. 

Produkt stosowałam głównie jak odżywkę przy każdym myciu włosów nakładałam ją na ok 3/4 długości na ok 1 do 3 min i zmywałam. Rzadko kiedy stosowałam jak zaleca producent czyli nałożyć na całą długość włosów oraz wetrzeć w skórę głowy i pozostawić na ok 5-10min. Stosowałam w ten a nie inny sposób ponieważ tak najlepiej wpływała na moje włosy.

+ nie obciąża włosów
+ pojemność 
+ cana ok 7-9zł za pojemność pół kilograma :)
+ przyjemny zapach
+ konsystencja wystarczająco zwarta
+ łatwa aplikacja
+ dość wydajna - wiadomo, że jeżeli bym ją nakładała na całą długość włosów to by było inaczej jednak produkt ma dobrą cenę i to i tak by nie było minusem ;)

+/- nie nawilża wystarczająco dobrze - jednak dzięki temu ani razu nie udało mi się z nią przedobrzyć ;)
+/- nie daje spektakularnych efektów 

- przy stosowaniu jej jako maski do włosów - moje włosy się buntowały ponieważ bardzo się elektryzowały, a jeżeli się elektryzowały to przez to bardzo szybko się przetłuszczały
- dostępność - strona www - i małe sklepy osiedlowe lub niektóre supermarkety ja np. zaopatruję się w bigo w E'Leclercu

Produkt nie polecany prze zemnie ale również nie odradzany. Nie jest to produkt znienawidzony, jednak jeżeli potrzebuję odżywienia nie sięgam po niego w pierwszej kolejności. Po prostu wiem, że są lepsze nie tyle co maski a nawet same odżywki :). 

pozdrawiam
.biemi

sobota, 16 lutego 2013

Radical - wzmacnia czy tez nie wzmacnia - czyli slow kilka o pewnej mgielce.

Ponad dwa lata temu zmagałam się z ponad programowym wypadaniem włosów. Był to czas nieprzyjemny i stresujący. Mogę stwierdzić, że od tamtego momentu powoli zaczęłam się zastanawiać co i jak nakładam na włosy. Efekty na początku były różne. Wtedy też pierwszy raz miałam styczność z mgiełką z serii Radical - wtedy też nakładałam na włosy co się da i szczerze mówiąc z tamtego okresu ciężko mi określić jakie ona miała działanie - jednak drugi raz po nią sięgnęłam przy okazji BlogBoxów ponieważ wtedy została mi ona podarowana. Byłam bardzo ciekawa jak będzie się zachowywać na włosach w miarę ogarniętych i unormowanych ;).  Stosowanie jej w miarę możliwości było systematyczne :) 
Technicznie - produkt umieszczony w prostym plastikowym opakowaniu z atomizerem, ułatwiającym aplikację - w końcu to mgiełka więc musi być mgła, a jak ;). 



Skład:
Aqua, Alcohol Denat., Cetrimonium Chloride, Equisetum Arvense Extract, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Laureth-10, Polyquaternium 20, PEG - 25 Paba, Panthenol, Cameliaa Sinensis, Parfum, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Citronello, Linalool.

Plusy:

+ nie obciąża włosów
+ nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się włosów
+ aplikacja - atomizer dobrze mgli
+ przyjemny ziołowy zapach
+ cena ok 10-12zł
+ dostępność - prawie w każdej drogerii ją spotkamy
+ zapach

To by było na tyle zalet. Produkt z moich obserwacji całkowicie neutralny dla moich włosów przy  codziennym stosowaniu nie zaobserwowałam niczego. 
Włosy nie stały się:
bardziej miękkie/szorstkie
bardziej matowe/błyszczące
Nie zauważyłam poprawy związanej z gubieniem włosów. Tyle co było włosów na szczotce tyle było cały czas mimo stosowania mgiełki. W moim przypadku produkt niestety okazał się zbędny. Na szczęście nie zaszkodził. Jednak alkohol na drugim miejscu wg mnie nie stawia produktu w dobrym świetle. Ja osobiście powiedziałabym, że nie warto zachodu i lepiej poszukać czegoś innego - sama nie miałam jeszcze dobrej w mym odczuciu mgiełki. 

A jakie jest Wasze doświadczenie z mgiełkami do włosów??

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 31 stycznia 2013

Piwem po wlosach :)

Piwo - wszech i wobec znany trunek, głównie stosowany wewnętrznie z niekoniecznie pozytywnym pielęgnacyjnym skutkiem może być również stosowane zewnętrznie ku uciesze naszego ciała. W dawnych wręcz zamierzchłych czasach stosowałam płukanki z piwa - nie pamiętam jakie proporcje były ponieważ wtedy jeszcze mama mi takowe eliksiry sporządzała - które nadawały moim włosom lepszy 'poślizg' błysk i miękkość. Przypominając sobie te czasy z czystego lenistwa zamiast sięgnąć po prostu po trunek zakupiłam szampon, który z nazwy jest produktem piwnym. Szampon zakupiłam w jednym z supermarketów. Produkt zamknięty w prostej plastikowej butelce.



Kupując go widziałam tylko przód nic więcej nie interesowała mnie etykieta ani nic - nie raz stwierdzałam, że moje włosy sylikony lubią i nie straszne im szampony - a tu UPSSS nie jest dobrze. Na tylnej etykiecie jest za dużo złaaa, które wg mnie jest trudne do ogarnięcia. Szampon piwny - ok więc szukamy czegoś z tego piwa - pierwsza pozycja Nie, druga Nie, trzecia Nie no to gdzie to piwo w piwie jest?? i dopiero przy dziesiątej pozycji wyjawia nam się 'FAEX EXTRACT' - przez to że to tak daleka pozycja śmiem twierdzić, że ekstrakt z drożdży mógł się tam znaleźć przypadkowo i tak ktoś wymyślił szampon piwny! :) 

Szampon zużyty w ilości widocznej na obrazku - nie możliwością jest u mnie zużycie 300ml tego produktu to aż nad to. 

Dlaczego? otóż produkt daleko odbiegający od moich i tak dość nie wygórowanych standardów przy wyborze szamponu. 
Etykieta zabija ;) prawie wszystko co wysusza i podrażnia
Szampon plącze włosy - ale nie tak jak ziołowe szampony robi z nich taką tępą 'szmatę' 
Bardzo wysusza skórę głowy - ale to bardzo po dwóch razach już czułam że jest coś nie tak, ale stwierdziłam że może przewrażliwiona jestem, ale odstawiłam i po jakimś czasie ponownie wróciłam i moja czupryna wtedy obsypała się białym puchem :/
Bardzo lejący - gdyby był dobry to może bym na to nie zwróciła uwagi

Coś co miało pielęgnować robiło coś całkiem odwrotnego - ja jestem na NIE - nie próbowałam go ulepszać - stwierdzam produkt nie wart uwagi nawet na jego niską cenę. Nawet nie mam serca aby swoje pędzle nim myć .:) 
Miałyście do czynienia z szamponami z Barwy - może tylko ten model jest felerny?

pozdrawiam
.biemi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...