Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 marca 2014

Twarz na nowy dzien.

Delikatny makijaż weekendowy - zdecydowanie dzienny. Za oknem cudowna aura - dzięki temu każda z nas wygląda jeszcze lepiej niż zwykle. Wiosna robi swoje i daje więcej powodów do radości i uśmiechu :). Makijaż nie nachalny jednak podkreślający to co trzeba. Moim zdaniem subtelny ale nie nijaki. Ponownie sięgnęłam po alternatywę dla klasycznej kreski - tym razem sypki cień z dodatkiem bazy utrwalającej pod pigmenty.



Twarz:
krem BB Hean nr 3
puder Manhattan nr 1 
korektor Eveline kolor light - recenzja KLIK 
róż Astor Skin Match 002 Peachy Coral

oczy: 
baza pod cienie - Ingrid
cienie - My Secret nr 505 i Wibo 01
kreska - Inglot sypki cień nr 22 + utrwalająca baza Kobo pod pigmenty sypkie
rzęsy - MF 2000 Calorie

Brwi:
cienie Inglot nr 378 i 390

pozdrawiam
.biemi

piątek, 28 lutego 2014

Na ostatki? Na randke?

Lub po prostu na dzień, w którym chcemy mocniej podkreślić oko. Ciemna kreska i porządnie podkreślone brwi i można iść i podbijać świat :) 

Minął tłusty czwartek... Warto dziś sięgnąć po lżejszy temat po ciężkim dniu ;) na sumieniu mam 4 pączki i dziś nie płaczę z tego powodu - oby do kolejnego takiego czwartku :). 

Po okresie minimalizmu w makijażu, który tak na prawdę cały czas trwa lepiej mi idzie malowanie się od święta. Tak  było tym razem i o dziwo nawet udało mi się zrobić w miarę przyzwoite zdjęcia. Na marginesie - narzekamy na złe światło na ciemność itp. zdjęcia robiłam w słoneczną niedziele i szczerze było mi równie ciężko wszytko uchwycić tak samo jak w ciemny dzień. :) 


twarz: 
podkład - Miyo nr 04
korektor Eveline BB korektor rozświetlający - light
puder - Manhattan Soft Mat Loose Powder Natural 1
bronzer - The Balm Bahama Mama
róż - Astor Skin Match 002 Peachy Coral

oczy: 
baza pod cienie - Ingrid
cienie - Sleek Ultra Matts Darks plus pod łukiem brwiowym My Secret nr 505
kreska - Maybelliene Gel Eyeliner - black 
rzęsy - MF 2000 Calorie
linia wodna - Avon SS  

Jak Wam się podoba taka propozycja makijażu? 
pozdrawiam
.biemi

środa, 19 lutego 2014

Pol na pol.

Czyli ładniejsze i brzydsze pół. Zainspirowana pomysłem Yasminelli pokazaniu w zdjęciach makijażu pół na pół - sama go u siebie wykonałam. Jest dość ciekawe uczucie malować tylko pół twarzy. Codzienne przyzwyczajenia sprawiają, że to jest nieco trudne z automatu nie 'działać' na obu połówkach twarzy. Zawsze traktujemy to jako całość i to nie naturalne aby malować tylko pół. Niemniej jednak jest to interesujące doświadczenie :). Gorąco Polecam taką formę zabawy/eksperymentu.  Dzięki temu łatwiej jest zobaczyć czy nie przesadzamy z ilością makijażu. 

Oto jak u mnie wygląda wersja pół na pół :) 


 

Co użyłam: 


Twarz:
krem BB Hean nr 3
puder Manhattan nr 1 - recenzja KLIK
rozświetlacz  Eveline
bronzer  The Balm Bahama Mama - recenzja KLIK
korektor Eveline kolor light - recenzja KLIK 
róż Wibo nr 3

Oczy:
baza Ingrid - recenzja KLIK
cienie Inglot nr 390, 378, 120
cień Wibo nr 01
maskara MF 2000 callorie - recenzja KLIK 
kredka Avon Glimmerstick Diamonds  smokey diamond - recenzja KLIK

Brwi:
cienie Inglot nr 378 i 390


a teraz trzeba 'domalować' resztę twarzy :). 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 13 lutego 2014

Baza pod cienie po raz siódmy ...

Dokładnie jest to moja już siódma baza pod cienie opisywana na blogu. Prawie każda marka, która ma w swojej ofercie cienie do powiek posiada również bazę. Mimo posiadania ulubieńców w tej kategorii kolejny raz sięgnęłam po coś innego. Mam jednak wrażenie, że na tą chwilę kończę z próbowanie co nowego w trawie piszczy ponieważ generalnie to na co miałam chęć wypróbowałam choć nie o wszystkich pisałam. 

Tym razem padło na bazę pod cienie od Ingrid.
Pojemność: 6,5g
Cena: waha się od 7zł do 10zł
Dostępność: wyspy z kosmetykami, osiedlowe drogerie, allegro, sklepy internetowe ja swoją zakupiłam na ezebra.pl za ok 8zł (obecnie nie dostępna)






Produkt bardzo dobrze spełnia swoją rolę. Do obietnic producenta dotyczących nawilżenia powiek ciężko jest mi się odnieść ponieważ najzwyczajniej w świecie nie zauważyłam jakichkolwiek zmian :). Z kartonika możemy wyczytać, że przeznaczona jest również do cieni sypkich i brokatów - moim zdaniem ciężko jest coś do niej tak o przyczepić jak się sypie i pyli - w tej kwestii odpada - na marginesie nie miałam jeszcze bazy kremowej co by mi sypkie cienie 'złapała' :) więc nie oczekiwałam cudów. 

+ podbija kolor cieni
+ nie roluje ich
+ wyrównuje koloryt powieki - dzięki temu, że nie jest transparentna ładnie stapia się z naszą skórą
+ cienie na powiekach trzymają się cały dzień
+ bardzo dobrze współpracuje z cieniami perłowymi
+ ułatwia rozcieranie i stopniowanie nasycenia
+ miękka konsystencja
+ przyzwoite opakowanie - szklany słoiczek z plastikową nakrętką bardzo dobrze wyglądają i się trzymają mimo codziennego użytkowania
+ wydajna - używam od 4mc i nie dotarłam jeszcze do połowy opakowania 
+ z czasem użytkowania nie zmienia swoich właściwości
+ cena - dobry produkt w bardzo niskiej cenie

+/- forma aplikacji - dla mnie ok jednak wiem, że niektórych może ona zniechęcić do zakupu

- dostępność 

Z bazy jestem zadowolona - przyjemnie mi się jej używa i mimo iż mam w zanadrzu artdeco to po Ingrid sięgam zdecydowanie częściej  - co do artdeco po pierwszy opakowaniu jakie zużyłam i używając później innych baz uważałam, że jest to produkt najlepszy w swojej kategorii niestety kiedy zakupiłam kolejne opakowanie moje wrażenia są skrajnie inne - obawiam się, że za pierwszym razem 'trafiła' mi się wersja nie na nasz rynek nie wiem jednak wiem, że to co teraz posiadam jest ok ale nie jest tą bazą jaka za pierwszym razem miałam - spotkałyście się z czymś podobnym w przypadku innych produktów? Co najciekawsze to pierwsza baza była zakupiona na allegro a druga stacjonarnie w Douglasie... ot taka dygresja. :) 

Podsumowując dobra baza w bardzo dobrej cenie. Czy do niej wrócę? Nie wiem - obecnie mam ochotę na powrót do bazy z  Avon ze względu na super wyrównywanie kolorytu powieki.

Jeżeli chcecie poczytać o pozostałych opisanych na blogu bazach zapraszam tu: klik

piątek, 31 stycznia 2014

Tusz to mus - Tusz musi byc ...

Bez tuszu ani rusz. Produkt bez, którego na prawdę ciężko się obejść. Można zrezygnować z cieni, z kreski ale z tuszu:? Bardzo ciężko. Mimo, że posiadam w tej kategorii swojego ulubieńca, o którym w styczniu pisałam tu klik to i tak kupuję inne nowe/polecane/ciekawe tusze Zwykle moje przygody z tymi nowymi cudownymi tuszami kończą się podobnie - potulnie wracam po sprawdzonego pewniaka od Max Factor :). Sprzymierzeńcem w próbowaniu co rusz nowych produktów są promocje typu -40% w Rossmannie - zwykle w ten sposób zaopatruję się w produkty polecane i zachwalane przez innych co do, których mam pewne obiekcje, że u mnie może być inaczej. Nie inaczej było przy okazji tuszu, o którym aż wrzało - kupiłam w promocji aby później mniej bolało rozczarowanie ;). 

Produkt: maskara od Lovely Pump Up - producent obiecuje podkręcenie i uniesienie rzęs
Kolory: czarny
Pojemność: 8ml
Cena: 9 zł w promo zawrotne 5 coś :) 
Dostępność: Rossmann






Kupiłam, spróbowałam i już mnie nie będzie kusić. Mimo mojego uwielbienia do klasycznych szczoteczek ta okazała się być całkiem przyzwoitą. Kupując tusz obawiałam się, że szczoteczka będzie najsłabszym ogniwem produktu - myliłam się. Jak dla mnie nie zadowalający jest sam tusz i to jak się zachowuje. 

+ cena
+ dostępność
+ dobra szczoteczka
+ długo zachowuje pierwotną konsystencję

- czerń jak nie czerń - delikatna jasna
- nie podkręca a prostuje
- nie podnosi a obciąża
- rzęsy po jego aplikacji są sztywne i druciane
- potrafi się obsypywać/kruszyć
- bardzo trudno jest stopniować efekt
- ekspresowo zasycha na rzęsach
- w ciągu dnia część jego potrafi magicznie znikać

Kompletnie nie tego oczekiwałam po tym produkcie. Miałam świadomość, że nie jest to tusz pogrubiający jednak wyszłam z założenia, że przy dwóch/trzech warstwach będę zadowolona z efektu. Tusz całkowicie nie wpasował się w to co lubię. Dobijam z nim już dna i mogę stwierdzić, że sprawdzi się jedynie u dziewczyn, które lubią delikatne i naturalnie wyglądające podkreślenie rzęs. Ja się w nim czuję zbyt delikatnie :). 

pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Makijazowy minimalizm ...

Styczeń to był miesiąc minimalizmu w makijażu. Postanowiłam zmienić swoje przyzwyczajenia i wybić sobie z głowy pewne schematy wg. których czułam, że tylko tak mogę wyglądać dobrze. Dlaczego takie posunięcie - w skrócie opiszę co i jak :).  

Jak dotąd dzień w dzień na powiekach gościła ciemna krecha i jak tylko jej brakowało czułam się goła. Przy moim uwielbieniu do cieni często kończyło się tak, że nie tylko krecha była mocnym akcentem ale i cienie wychodziły na przód. Minęły święta, sylwester i przeglądając zdjęcia stwierdziłam, że mój makijaż 'od święta' za bardzo nie różni się od tego na co dzień a tak być nie powinno. Dzięki temu, że w okresie około noworocznym miałam wolne od pracy postawiłam na 'make up - no make up'(nie pokusiłam się o całkowity brak makijażu)  i tak to się zaczęło. Nie napiszę, że cały miesiąc był bardzo naturalny jednak jeżeli już ciemna kreska pojawiała się na oku to bez dodatkowego przytupu z cieniami :D. Takie zmiany - choć nie wielkie pozwoliły mi na nowo zauważać i odpowiednio podkreślać to co w swojej twarzy lubię. Miałam wrażenie, że moja twarz dzięki temu wygląda świeżej i bardziej młodzieńczo ;). 

Dziś chcę pokazać makijaż, który został wykonany 'od święta' w mijającym już powoli styczniu. Jest delikatny i jeszcze miesiąc temu miałabym wrażenie, że kreska zbyt jasna i przydałby się ciut ciemniejszy cień - teraz patrzę na ten makijaż i widzę, że jest dobrze. 



Użyłam:

twarz:
podkład Max Factor Facefinity 55
korektor Eveline BB korektor rozświetlający - light
puder - Manhattan Soft Mat Loose Powder Natural 1
bronzer - The Balm Bahama Mama
róż - Astor Skin Match 002 Peachy Coral

oczy:
baza pod cienie: Ingrid
cienie: inglot 462, my secret 505
kreska: manhattan żelowy eyelioner long lasting 2 purple
rzęsy: Lovely Pump Up
linia wodna:  kredka Basic

brwi:
cienie inglot 378 i 390


Czy Wam również zdarza się taki makijażowy minimalizm? Czy może u Was zawsze mniej znaczy więcej? 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 9 stycznia 2014

#2 ulubieniec 2013 pod lupa - The Balm Bahama Mama

Kolejnym zacnym ulubieńcem minionego roku jest sławny w wielu kręgach bronzer od The Balm - Bahama Mama. Produkty The Balm są niezwykle kuszące - wręcz się do nas łaszą za pomocą ciekawych i innych opakowań w 'dawnym stylu'. 

Zakup dokonany w internetowej drogerii na zasadzie 'teraz albo nigdy' :). Dość długo opierałam się krzyczącym wręcz zewsząd opiniami w styl 'oł jeah jak on jest super'. Szukałam w wielu stacjonarnych miejscach produktu do konturowania twarzy bez drobinek i w chłodnej tonacji. Poszukiwania jak widać zakończone fiaskiem - nic nigdzie mnie nie satysfakcjonowało. Jak kolor wydawał się ok to miał w sobie pierdyliard drobinek, jak był ładny mat to raził w oczy soczystą pomarańczą. 

Koszt przyjemności jego posiadania to ok 60zł za 7g w zależności od miejsca i kosztu przesyłki - stacjonarnie do zakupu jedynie w sieci perfumerii Marrionaud.

Skład :
Isoeicosane, Silica, Polyethylene, Zinc Stearate, Polyisobutene, Dimethicone. May Contain/ Peut Contenir [+/- Mica, CI 77491, Ci 77492,CI 77499, (Iron Oxides) Bismuth Oxycholoride (CI 77163)



Bronzer dostajemy zabezpieczony w kartonik bez zbędnych gąbeczek/aplikatorów. W moim przypadku metodą prób i błędów do aplikacji najlepiej się sprawdza pędzelek do różu elite seria bamboo - do tego produktu nie dobrze aby pędzel był mocno zbity - musi być lekki i stosunkowo 'rzadki' aby łatwiej było go rozcierać i stopniować efekt. 

Zalety:

+ kolor - najważniejszy atut produktu - porządnie brązowy matowy i dość zimny odcień
+ dla bladolicych (z umiarem) i kobiet  ciemniejszym kolorze twarzy - czyli dla każdego w zależności od ilości zaaplikowanego produktu
+ bezzapachowy
+ dzięki niemu twarz ma wygląd - nie jest płaską powierzchnią
+ trwały - nałożony na puder jest prawie nie do zdarcia :)
+ nie zmienia koloru w ciągu dnia
+ nie podkreśla skórek
+ nie zapycha
+ można stopniować efekt
+ porządna pigmentacja
+ miłe dla oka opakowanie, które jest bardzo poręczne - dzięki temu, że jest wykonane z twardego kartonu nasz produkt jest bezpieczniejszy przy bezpośrednim kontakcie z podłogą ;)


Wady:

- dostępność
- trzeba się go nauczyć przez kolor łatwo zrobić sobie nim na początku krzywdę

Od czasu kiedy go posiadam jest to nr 1 jako pomocnik do modelowania twarzy. Pokusiłam się już o stwierdzenie, że do czasu kiedy go nie miałam to tak naprawdę nie wiedziałam co to znaczy dobrze umalowana twarz. W moim odczuciu jest wart swojej ceny w 100% i teraz nawet mam wrażenie, że nie jest wygórowana zważywszy na fakt jaki jest w użyciu.

Pozycja obowiązkowa dla każdej z Was, która używa bronzera - ja swój ideał w tej kategorii znalazłam teraz czas na poszukiwania idealnego rozświetlacza :).

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 7 stycznia 2014

#1 ulubieniec 2013 pod lupa - Manhattan Powder

Jak się powiedziało 'a' należy teraz powiedzieć 'b' aby nie być gołosłowną przedstawiam z bliska moich ulubieńców z minionego roku. Na pierwszy ogień idzie delikatnie matujący sypki puder od Manhattan. 

Produkt ten towarzyszył mi przez cały rok 2013 udało mu się mieć pierwszy debiut jeszcze w 2012 ;) i zanosi się jeszcze na to, że kawałek 2014 będzie również pod jego znakiem w kwestii pudrowania twarzy :). 

Zakupiony 'przypadkowo' przy pierwszym -40%wym szaleństwie w rossmannie. 

Standardowo za ok 30 zł mamy 20g produktu w dobrej promocji płacimy nie całe 20 zł za dobry upiększacz. 

Skład :
Talk, Mica, Krzemionka, Parafina, Dimethicone (związek krzemu), Propylparaben (konserwant), Methylparaben (konserwant)  [+/- CI 77891, CI 77492, CI 77499, CI 77491]

Dwa kolory do wyboru
nr 1 - natural <- mój typ 
nr 2 - nude


Konsystencja i krycie
(mniej więcej widać jak można go stopniować) 


Z pudrem otrzymujemy średnio efektowną gąbeczkę, której brak na zdjęciach ponieważ mimo braku użytkowania wygląda nieatrakcyjnie i niefotogenicznie - niemniej jednak uważam ją za bezużyteczną i nie wyobrażam sobie aplikacji produktu z jej pomocą - próbowałam i podziękuję - nie polecam ;). U mnie najlepiej sprawdził się pędzel Hakuro H55

Zalety:

+ krótki skład jak na drogeryjny 'upiększacz' 
+ nie bieli
+ nie podkreśla skórek
+ porządnie utrwala podkład
+ mat przy odpowiednim podkładzie do 6 -7 h bez poprawek
+ nie zmienia koloru wraz z upływem godzin
+ nie zbiera się w problematycznych miejscach
+ 'wyciera' się dość równomiernie 
+ można stopniować efekt - trudno z nim przesadzić
+ w większość dni wystarczy bibułka matująca w problematycznej u mnie strefie T aby wszystko na nowo wyglądało świeżo
+ bardzo dobra baza do różu i brązera
+ mimo jasnego koloru bardzo dobrze współgra z ciemniejszymi podkładami nie dając efektu wybielenia
+ wygładza i stawia kropkę nad 'i' po nałożeniu podkładu
+ typowy mat bez jakichkolwiek drobinek
+ bezzapachowy
+ wygodne opakowanie
+ wydajność po ponad roku codziennego użytkowania jeszcze w opakowaniu mam 1/3 pudru
+ ważność - 24mc od otwarcia - dzięki temu zdążę go wyczyścić

Wady:

- parafina przy wrażliwcach może zapychać
- solo bez podkładu nie trzyma się naszej twarzy
- bez podkładu moment i się świecimy :)

Dla niektórych wybór kolorów może okazać się niezadowalający - mi to odpowiada ponieważ zwykle poszukuję pudrów jak najbardziej transparentnych przy mieszanej cerze takie sprawdzają się najlepiej. Z podkładem można powiedzieć, że produkt bez wad (poza parafiną w składzie) jednak w okresie letnim kiedy po niego sięgałam przy punktowym użyciu korektora niestety nie sprawdził się - niezbędne wtedy było użycie przynajmniej kremu tonującego czegoś co 'barwiło' twarz aby puder miał do czego się 'przyczepić' - krem to za mało ;). 

Podsumowując puder nie idealny jednak niezaprzeczalny ulubieniec minionego roku - fakt był to jedyny puder jaki używałam, ale przy tej wydajności nierozsądne byłoby się zaopatrywać się w coś innego jeżeli ten wtedy kiedy go potrzebowałam mnie nie zawiódł. Po tym czasie nie wyobrażam sobie powrotu do prasowanych pudrów ;) - z takim o wiele lepiej się pracuje i szybciej mamy efekt wyrównania koloru i wygładzenia twarzy. 

Polecam - za tą cenę mamy dobry, łatwo dostępny produkt  - ja jak go w końcu wykończę  ok pewnie czerwca ;) mam chęć sięgnąć po samą Micę aby przekonać się czy sama natura da radę z moją cerą :). 

pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kocie spojrzenie :)

Oko na 'Maroko' jak się patrzy. 

Makijaż podejrzany TU. Podpatrując jak autorka robi cuda na swoim oku stwierdziłam, że sama spróbuję swoich sił. Takie wyjście poza utarty schemat grzecznej kreski. 

Nie jest to propozycja na co dzień, ale na zbliżające się andrzejki idealna :)



Na powiekach króluje paleta Sleek Storm i czarny eyeliner z maybelline. 

Dla mnie efektowny i wbrew pozorom dość łatwy makijaż, który daje nam bardziej zadziorny wygląd. 

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 30 lipca 2013

Z malym przymruzeniem oka - zachod slonca

Wyzwanie podjęte - pozostaje mi jeszcze jeszcze 5 tygodni aby elegancko wyćwiczyć rękę.  Fixator z Kryolanu zakupiony - czekam na przesyłkę, pozostaje mi jeszcze do zakupu baza pod cienie z artdeco jednak liczę na super 'okazję' :). 

Choć ostatnio mało maluję stricte 'ślubnych prób' to staram się aby prawie za każdym razem na powiece lądowały więcej niż dwa kolory bo w inny sposób nie dojdę do zamierzonego celu. Blenduję ;) mieszam, łączę ścieram i na nowo blenduję próbuję jak mogę :).  

Niestety mimo moich prób i efektu, który cieszy me oko jak przeglądam się w lustrze często gęsto kompletnie nie potrafię sfotografować - albo ja jestem lewus albo dziewczyny, które robię super zdjęcia makijażom mają jakieś nadprzyrodzone zdolności...Czasem po prostu ręce opadają jak oglądam efekty na komputerze - kolor zjedzony, brak głębi i lipa po całości. 

Niemniej jednak czasem uda się, że uchwycony makijaż nie woła o pomstę do nieba - tak też jest tym razem dlatego zamieszczam. 





Kolorystyka jak najbardziej na czasie - mogłabym się pokusić o porównanie do zachodu słońca niemniej jednak jedyne co ten makijaż z zachodem ma wspólnego to kolory ;). Na powiece mix cieni z inglota i kobo, brązowa kreska dzięki diamentowej kredce z avonu, a turkus zawdzięczamy kredce z essence :). 

Mimo iż kolory nie wpadające w me gusta to oczy lubią się z nimi bardzo dobrze i paradoksalnie lubię się tak malować jest wtedy takie świeższe i ładniejsze spojrzenie. 

Z naturą się nie dyskutuje i mimo wielkich chęci i uwielbienia do koloru różowego/niebieskiego/lila moja karnacja i kolor oczu się z tymi kolorami nie lubią ;).

Po dwóch tygodniach braku łączy w domowym zaciszu powracam do sieci ;) 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 27 czerwca 2013

Z kreska na miasto!

Niby nic bo cóż to takiego, taka kreska cyk i już jest a tyle o nią zachodu i trudu. Do puki jej się nie pozna wszystko jest łatwiejsze ;) - wystarczy jeden raz no może dwa i już przepadasz. Stwierdzasz, że bez niej się nie ruszasz. Jest jak uzależnienie ;). Oko bez niej jak nie oko. 

Kreska - temat przewodni posta, kreska wydobywająca piękno oka, które widać nawet jeżeli ma się 'syndrom' mega opadającej powieki ;) Posiadacie podobne odczucia jak ja? Jeżeli zaczniemy rysować/malować kreskę na oku to później trudno z niej zrezygnować? Staje się integralną częścią każdego makijażu? 

Ja tak mam, głównie do ich tworzenia używam kredek - dla mnie są łatwiejsze w obsłudze i łatwiej je poprawiać - jednak z zachwytem patrzę na cudne 'jaskółki' u dziewczyn i sama o takich marzę - a kredką ni jak można osiągnąć taki efekt dlatego też sięgam po eyelinery. Miałam różne - pędzelkowe nie sprawdzały się ponieważ ręka była zbyt nieporadna w przypływie stresu aby poprowadzić prostą kreskę - padło na eyelinery żelowe/kremowe - tu bywa różnie i nie wiem od czego to zależy. 

Metodą prób i błędów w poszukiwaniach idealnego trafiła się promo w rossmannie - szafa maybelline była odpowiednio zaopatrzona więc kupiłam ich osławiony żelowy eyeliner. Koszt jaki poniosłam to coś ponad 20zł. - za tą cenę otrzymałam eyeliner i pędzelek do jego aplikacji.

Produkt zamknięty w szklanym słoiczku zamykanym na metalową zakrętkę - materiał zakrętki średnio przypadł mi do gustu ponieważ mam wrażenie, że istnieje możliwość łatwego odkształcenia jej a co za tym idzie - doprowadzenie do nieszczelności i wysuszania naszego eyelinera





Produkt, który przez miniony miesiąc prawie całkowicie wyparł kredki z mojego makijażu - chyba nie skłamię twierdząc, ze max 4x użyłam kredki w miejsce eyelinera. 

+ łatwy w obsłudze
+ ułatwia naukę rysowania kreski
+ dość kremowa konsystencja - dla mnie to plus jednak nie jest to typowy żelowy liner
+ z łatwością można robić poprawki
+ przyzwoita czerń
+ nie odbija się na górnej powiecie
+ sprawdził się w podróży przy 34st C
+ nie rozmazuje się 
+ przy kontakcie z deszczem nie ma czarnych strug
+ załączony pędzelek bardzo dobrze się sprawdza
+ wydajny - mam tylko nadzieję, że szybko nie wyschnie ..
+ przy pomocy micela demakijaż bezbolesny
+ przyzwoita cena za tą jakość
+ dostępność - wszelkie drogerie/supermarkety wszędzie gdzie jest szafa maybelline

- gama kolorystyczna - uwielbiam granatowe/fioletowe kreski a tu kolorów brak :(

Nie wiem czy produkt wytrzymuje 24h na powiece ponieważ z przyczyn oczywistych nie sprawdzałam tej obietnicy - jednak kreska zmalowana rano spokojnie wytrzymuje do wieczora. 

Produkt używałam jak dotąd stosunkowo krótko bo raptem miesiąc - jednak miniony czas był tak różny w pogodzie, że eyeliner nie jedno przeszedł na moich powiekach i zaskakująco dobrze sobie poradził.

Tak naprawdę minusów brak - moim zdaniem produkt idealny dla jaskółkowych laików - ja mam wrażenie, że nie jestem w stanie tej umiejętności opanować - zbyt długo ćwiczę aby uwierzyć, że w końcu będzie tak jak tego bym sobie życzyła ;) dlatego też gorąco polecam dziewczynom, które lubią mieć dobrze podkreślone oczy.

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 18 czerwca 2013

Proba sil!

Cały czas walczę z opadającą powieką - próbuję jak mogę aby je zaczarować i bardziej otworzyć oko. Obecnie jestem na etapie ćwiczenia makijażu ślubnego. Postanowiła, że sama wykonam swój makijaż - raz w życiu malowała mnie 'kompetentna' osoba nie było źle jednak jak patrząc na zdjęcia to wolę oddać się we własne ręce :). Jedyne czego od siebie oczekuję to aby makijaż ładnie i schludnie prezentował się na zdjęciach:). Rzucam sobie sama wyzwanie aby przez dwa najbliższe miesiące wyrobić sobie rękę tak aby w godzinie '0' mi nie zadrżała :). Już teraz wiem, że zrezygnuję z eyelinera - wolę aby to wszystko wyglądało bardziej subtelnie i romantycznie ponieważ chcę postawić na wyraźne cienie to kreska wg mnie nadawałaby zbyt dużego dramatyzmu. Wrzucam moje ostatnie zmagania - w rzeczywistości mi się to baardzo podobało jednak aparat nie współpracował i podkreślił wszelkie niedociągnięcia i ziarno momentami było nie do zniesienia.





W roli głównej są paletki Sleeka 'Respect' i 'Matte Darks'  i pozostałe neutralne kolory wspomagał Inglot :). 

Już teraz widzę, że potrzebuję na już dobrej bieli o satynowym wykończeniu aby kąciki dobrze zaznaczyć :)- może polecacie coś konkretnego ?

Jak dla mnie to jeszcze taka Panna Młoda z okiem po 24, trzeba zawalczyć o dokładniejsze wykończenie :). 
pozdrawiam
.biemi

niedziela, 5 maja 2013

Zaklinam opadanie.


A bardziej ćwiczę, próbuję jak się umalować aby to było widać nie tylko jak patrzę w dół ;). Raz wychodzi raz nie :).  Mimo to się nie poddaję i ćwiczę jeżeli czas na to pozdrawia. Przy okazji światło było ok i sobie obcykałam co zmalowałam :) 

Pierwsze skrzypce gra granat ze Sleeka :) cała reszta to już rola inglota i kreska za pomocą Catrice :) 




Udanego tygodnia! :) 
pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zakrywamy to co zakrywac trzeba - czyli o pewnym korektorze slow kilka

A mianowicie, cienie pod oczami oraz wszelkie niedoskonałości, które burzą wg nas nasz dobry wygląd. Z pomocą przychodzą nam wszelkiej maści podkłady, bazy i korektory. Najfajniej by było aby jeden produkt dawał nam to wszystko jednak nie ma cudów i trzeba się posiłkować kilkoma cudakami na raz. Jest jeszcze jeden problem z korektorami, bo zdarza się, że chcemy zakupić korektor i nie wiemy który wybrać, trzymamy dwa różnych firm i nie wiemy o co c'mon czym się różnią, itd. Prawdą jest, że korektor korektorowi nie jest równy dwa nasz rodzimy język nie rozróżnia korektorów w prosty sposób w sensie ze względu na przeznaczenie. Bardzo fajnie o tym wspomniała Zoila przy okazji recenzowania korektora, o którym ja chcę kilka słów napisać -> zapraszam tu KLIK do krótkiej instrukcji obsługi. Pomijając długi wstęp będzie mowa o korektorze z Essence a z angielska  korektor concealer - Stay all day 16h long lasting concealer (dłuższej nazwy sobie nie mogli wymyślić) , który z założenia jest lekki, nieobciążający - przeznaczony pod oczy okolice nosa i lekkie przebarwienia - lekkie bo ciężkich nie pokryje. 





Produkt zamknięty w prostym opakowaniu z pacynką, nie straszy i jest takie neutralne. 
Najlepiej swoją ocenę produktu przedstawię w zestawieniu pozytywów i negatywów 

+ pacynka - bardzo lubię tą formę aplikacji
+ ładnie rozjaśnia okolice oczu bez efektu a'la panda
+ delikatny zapach
+ nie waży się 
+ nie wchodzi w zmarszczki tudzież załamania
+ dobrze się wtapia w podkład
+ w moim przypadku nie zmieniał koloru - jednak jest to kwestia indywidualna
+ nie klei się 
+ przyzwoity czas utrzymywania się na twarzy - ściera się rónomiernie wraz z upływem czasu i ścieraniem się podkładu
+ cena - ok 12zł
+ wydajność - na ok 3 do 4 mc codziennego stosowania pod oczy i okolice nosa

+/- Natura - z tego co się orientuje to tylko tam gdzie jest podwójna szafa

- mała gama kolorystyczna tylko dwa kolory u mnie nr 10 to mój dobrze dobrany odcień jednak na pewno nie jednej mogą się kolory nie spodobać
- przy końcu trudno dobrze dokończyć produkt
- technicznie napisy z produktu się niezbyt ładnie ścierają - ale tu można stwierdzić że się czepiam 
- myślenie, że produkt utrzyma się 16h jest niedorzeczne - więc tylko dlatego minus 

Korektor zakupiony spontanicznie z myślą a zobaczymy co to będzie bardzo przypadł mi do gustu za cenę 12 zł jest dobry, lepiej sprawdzał się w cieplejszym czasie jak potrzebowałam lekkiego krycia teraz używam korektora 'silniejszego' jednak jak przyjdzie wiosna i zdejmę maskę z twarzy to do niego wrócę ponieważ mnie nie zawodził. 

pozdrawiam
.biemi

środa, 16 stycznia 2013

Baza to podstawa!

Witam, w Nowym Roku. Mamy już połowę stycznia za sobą, a ja dopiero rozpoczynam rok na blogu. Lepiej późno niż wcale - jednak wiatry mi nie sprzyjały aby rozpocząć wszystko wcześniej. Jednak na dobry początek słów kilka będzie o bazie pod cienie. Zbieram się aby napisać o swoich ulubieńcach 2012, bardzo lubię czytać o tym co inne dziewczyny uważają za swoje 'naj' kosmetyki minionego roku bo dzięki temu mamy ściągę w pigułce co jest dobre :). 
Przechodząc do zamierzonego tematu, dodam coś od siebie o bazie pod cienie od Hean. Produkt zamknięty w prostym słoiczku - na opakowaniu brak informacji jak długo produkt od momentu otwarcia jest ważny - znajdziemy na nim jedynie datę przydatności czyli jak w moim wypadku dwa lata od dokonania zakupu. 



to co producent twierdzi:


Baza o kolorze delikatnego pudrowego różu z maleńkimi drobinkami - które niestety nie zostały uchwycone na zdjęciu. 



Bazę zakupiłam na allegro za ok 12zł z przesyłką - obecnie produkt trochę zdrożał i można go zakupić za minimum 17zł taka cena też zazwyczaj jest na stoiskach, na których baza jest dostępna - ale są miejsca, gdzie jest tańsza, ale to trzeba szukać i wiedzieć ja taniej niż za 12 zł nie znalazłam ;) 

Plusy i minusy produktu

+ ułatwia rozprowadzanie cieni
+ ułatwia ich rozcieranie
+ dobrze wydobywa kolor cieni
+ zdecydowanie wydłuża żywotność makijażu oka - u mnie cały dzień
+ bardzo dobra dla matowych cieni
+ bardzo miękka
+ łatwa aplikacja


+/- bardzo duża pojemność bo dostajemy w słoiczku aż 14g produktu - ja swoją używam(a mam tylko tą bazę) od lipca i nie zużyłam nawet połowy opakowania, z objętością jestem pół na pół bo nie lubię niekończących się produktów ;) szkoda mi wtedy zakupić nowy ;)

- zapach taki pudrowy babcino-kremowy - generalnie go nie czuć ale jak się wącha bazę to jest tak nie fajnie
- opakowanie delikatne - trochę tandetne - taki słaby plastik
- przy tej bazie przy perłowych cieniach niestety często moje powieki lubiły mieć 'zły dzień' 
- jak się ma niefart to lubi się rolować przy kącikach - bez względy jaką ilość się nałoży, czasem  po prostu czasem lubi sobie polecieć w kulki i się zrolować już po nałożeniu cieni - wygląda to wtedy jak nieestetyczny śpioch

Podsumowując dość dobra baza za dobre pieniądze, jednak pamiętając inne bazy jakie miałam przyjemność używać to cały czas baza od ARTDECO jest bezkonkurencyjna - a pisałam o niej TU. Polecam dla mało wymagających powiek. Nie jest to strzał w dziesiątkę a w mocną ósemkę :) .

pozdrawiam
.biemi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...