Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja naturalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja naturalna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

Zurawina + cytryna rewitalizuja?

Moje drugie podejście do produktów PAT&RUB. Próba otwarcia się na 'dobro' płynące z tych kosmetyków cały czas było dla mnie na wyrost. Raz cena - dwa im więcej szumu tym większe rozczarowanie. W lipcu minionego roku miałam przyjemność być obdarzoną 'workiem' dobroci od marki, pierwszym opisanym produktem był balsam do rąk klik. Na drugą nogę sięgnęłam po rewitalizujące masło do ciała - żurawina plus cytryna.

250 mililitrów masła otrzymujemy w plastikowym wygodny słoju. Produkt dodatkowo w środku zabezpieczony folią przed wścibskimi nosami ;). Mamy całe 6mc na zużycie masła od momentu otwarcia. 


Konsystencja przyjemna - miękka nie typowo zbita jak to czasem miewamy w masłach. Z łatwością wydobywamy pożądaną ilość produktu i aplikujemy go na ciało. 


 ZOOM na skład: 



+ konsystencja
+ łatwość aplikacji
+ szybko się wchłania
+ po wieczornym zastosowaniu rano czuć go na ciele i wiadomo, że nadal działa
+ bardzo dobrze nawilża
+ nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze
+ skład
+ skóra po użyciu masła jest miękka i przyjemna w dotyku
+ dostępność - sephora oraz sklep on-line 

Znakiem rozpoznawczym produktów PAT&RUB poza składem są ich zapachy. Ten wariant jest wyrazisty, mocny i nie należy do typu jak dla mnie relaksacyjnych. Żurawina z cytryną zdecydowanie pobudza i orzeźwia. Nuty zapachowe nie dla każdego, ja jako fanka owocowych nut tym razem czułam się przytłoczona i już wiem, że cytryna nie jest dla mnie. Wolę spokojniejsze aromaty i niestety zapach był główną 'udręką' i mini minusem produktu. Niestety to nie trafia do mnie i po części odbierało przyjemność z użytkowania specyfiku. Niemniej jednak moja skóra go polubiłam i czerpała przyjemność z jego stosowania nos musiał znosić pewne cierpienia na rzecz pielęgnacji. 

Produkt polubiłam jednak nie przepadłam i po raz kolejny zastanawiam się czy faktycznie trzeba sięgać po aż takie produkty aby czerpać dobroczynne składniki. Koszt przyjemności pielęgnacyjnej to 69zł. Dla mnie ciut za dużo. W kwestii marki PAT&RUB nadal pozostaję kosmitą z pytaniem ale o co w tym wszystkim chodzi?

pozdrawiam
.biemi

środa, 19 marca 2014

Post pochwalny.

Poszukiwania idealnej pielęgnacji w moim przypadku nadal trwa. Co raz mniej eksperymentuję i więcej myślę. Jestem na etapie, że wszystkiego co nowe bardzo się 'boję' - szczególnie jeśli chodzi o twarz. Moje podejście do produktów teraz - 'oj nie to nie dla mnie - na pewno mnie zapcha'. Po wielu wpadkach jestem po prostu kompletnie nie ufna. Mimo moich trudności na 'otwarcie się' muszę sięgać po nowe produkty chociażby dlatego, że pory roku się zmieniają a jak wiadomo pielęgnacja również. Przyszedł czas jesienno-zimowy okres grzewczy, nasza skóra woła o odpowiednie nawilżenie i ochronę przed zmianami temperatur. Jak prawie zużyłam lekki krem nagietkowy od Sylveco (idealny na wiosnę/lato) zdecydowałam się na dalsze zapoznawanie się z marką. Przyszła kolej na 'Brzozowy krem z betuliną'. Nie do końca wiedziałam się czego spodziewać - ponieważ w sieci jeszcze nie ma wiele opinii na temat 'normalnych' kremów od Sylveco - lekka formuła zdominowała blogosferę :). Ja swoją sztukę zakupiłam w sklepie ze zdrową żywnością. 

Produkt: Brzozowy krem z betuliną
Pojemność: 50 ml
Cena: ok 27 zł
Dostępność: on-line, sklepy zielarskie, apteki, sklepy ze zdrową żywnością



Skład - krótko i na temat: 



Krem ma bardzo zbitą i treściwą konsystencję - przy pierwszym kontakcie jest jak masło świeżo wyjęte z lodówki, z którym dopiero dobrze się współpracuje pod wpływem ciepła. Dla porównania pokazuję jak konsystencja prezentuje się w brzozowym kremie po lewo i lekkim nagietkowym po prawej stronie (który po tej prezentacji 'wyzionął ducha')



+ skład
+ szybko się wchłania
+ porządnie nawilża
+ można używać go pod podkład
+ nie powoduje, że makijaż szybciej 'znika'
+ nie zapycha
+ nie uczula
+ poprawia kondycję skóry
+ pojawiające się ewentualne niedoskonałości powoli się goiły nie powodował namnażania się ich
+ zapach bardzo delikatny nie drażniący
+ cena
+ wydajność

- krótki okres przydatności - 3 mc 

Stosowałam go również na podrażnioną skórę okolic bikini po depilacji - elegancko ją 'wyciszał' i pomagał w walce z wrastającymi włoskami. 

Produkt na początku może przestraszyć/zniechęcić ze względu na swoją konsystencję. Po rozprowadzeniu twarz się błyszczy jak po oliwce. Obawiałam się, że ze względu na swoją 'ciężką' formułę będzie zbyt treściwy dla mojej cery - obawy okazały się nieuzasadnione ponieważ moja skóry go wręcz 'piła'. Używałam kremu na dzień i na noc. Przy wieczornej pielęgnacji zwykle nakładałam go znacznie więcej niż rano - aby skóra miała czym się 'żywić' przez noc dzięki temu uniknęłam co rocznego zimowego przesuszenia twarzy. Moje potrzeby zaspokoił w 100%. Idealnie wpisał się w tegoroczną aurę. Polecam dla cer zmagających się z miejscowym lub całościowym przesuszeniem twarzy. Moja tłusta strefa 'T' również się z nim lubiła i nie miała problemu, że krem jest bogaty w składniki nawilżające. Cena jak najbardziej adekwatna do jakości nawet można się pokusić o stwierdzenie, że produkt jest wart znacznie więcej. Co raz większa dostępność stacjonarna do tych produktów powinna jeszcze bardziej nas zachęcać do sięgania po takie perełki. 

Podsumowując polecam

Chciałam produkt zgłosić do Pereł Made in Poland jednak zostałam już uprzedzona :) Niemniej jednak jest moja perełka wśród takich kosmetyków. 





Ulubieniec, o który nie jest łatwo. 


pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dlonie potraktowane luksusem :)

Luksus w wydaniu marki PAT&RUB. Bardzo długo produkty tej marki były mi znane jedynie z czytanych przez internet recenzji tudzież oglądanych na YT. Przyznaję, że jakoś nie szczególnie cała otoczka do mnie przemawiała. Wszystko pięknie ładnie, naturalnie ekologicznie etc. jednak zawsze przychodziło zderzenie ze ścianą jak widziałam ile co kosztuje. Jednak przyszedł moment kiedy i mi zostało dane zobaczyć/dotknąć i spróbować zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego jest tak dużo szumu. Biorąc udział w wakacyjnych Igraszkach Kosmetycznych dotknęłam - powąchałam i miałam możliwość wypróbować ichniejsze produktu. Czy przepadłam? - o tym poniżej. 

Na pierwszy ogień biorę balsam do rąk relaksujący - Trawa cytrynowa i kokos. 
Dostępność: sklep on-line, stacjonarnie Sephora
Pojemność: 100ml
Koszt: cena regularna 39zł



Słowo od producenta z opakowania:

Prawdziwa bomba dobroczynnych substancji pielęgnujących. Dla bardzo zmęczonych i suchych dłoni. Odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę dłoni i wzmacnia paznokcie. Świetnie się wchłania. Zawarte w balsamie składniki minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających i wysuszających skórę. Zawiera naturalne filtry UV. Pachnie kokosem i trawą cytrynową. Kompozycja balsamu:
- olejek z trawy cytrynowej - odpręża umysł, poprawia wygląd skóry: wygładza i oczyszcza
- destylat skórki cytryny* - rozjaśnia i odkaża skórę
- olejek jojoba* - wzmacnia skórę, dodaje jej sprężystości
- masło awokado* - natłuszcza i regeneruje i chroni
- masło z oliwek* - wygładza i koi
- wyciąg z rumianku*- koi i łagodzi podrażnienia
- kwas hialuronowy - nawilża i chroni
- alantoina- koi, łagodzi i zmiękcza
- prowitamina B5 - zmniejsza pigmentację, uelastycznia
- naturalna witamina E* - wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża.
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych.

Skład: Aqua, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Water, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Glycerin, Cera Alba, Olive (Olea Europaea) Oil (and) Hydrogenated Olive Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil (and) Hydrogenated Vegetable Oil, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Caprylyl Glycol, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, D-Panthenol, Allantoin, Tocopherol, Phenethyl Alcohol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Parfum, Citral, Coumarin, Geraniol, Linalool, Limonene. 


Po tym wszystkim co jest nam dane przeczytać z etykiety i potoku słów z internetu możemy spodziewać się wiele. Moim zdanie o wiele za dużo. Jednak tak technicznie produkt zamknięty w bardzo poręcznej butelce z możliwością kontroli ile jeszcze produktu pozostało nam do końca. Termin przydatności to 6mc od otwarcia - dość długi termin przydatności w stosunku do wydajności. Balsam w zastraszająco szybkim tempie się nam zużywam - 1 do 2 mc i produktu nie ma w opakowaniu. Wiele osób używających te produktu skupia się na ich zapachach, ten mój 'Trawa cytrynowa i kokos' jest dość przyjemny jednak na dłuższą metę użytkowania stawał się męczący i taki 'duszący' nie jest to zapach, za którym tęsknię i mam ochotę do niego powracać był ok ale to nie moje 'nuty' :) - trawa cytrynowa jest zbyt ostra. 

Co do samego działania - przyzwoite. Dobrze nawilża, nie pozostawia nie miłego filmu na dłoniach. Stosunkowo szybko się wchłania. Po ponownym umyciu dłoni nie mamy uczucia, że na gwałt trzeba użyć na nowo kremu. Dłonie pozostają nawilżone przez dłuższy czas i w dotyku są takie miłe aksamitne - delikatniejsze. Niemniej jednak wiem, że szybkość wchłaniania produktu to kwestia bardzo indywidualna - każda skóra inaczej chłonie produkty - ja z tym balsamem nie miałam problemu i w tej kwestii mnie nie rozczarował.

Podejście do takiego produktu jak balsam do rąk może być dwojakie: to tylko balsam do rąk lub to aż balsam do rąk. Ja jestem z tej pierwszej grupy. Tak jak krem do twarzy jestem skłonna kupić droższy (oczywiście w granicach rozsądku;)) to produkt do dłoni za tą cenę nie jest mi niezbędny. Jest dobry, fajnie się go używało - wygodny, nie tłuścił itp. jednak cena stanowczo zaporowa. Wiadomo eko i te sprawy ale uważam, że za niższą cenę możemy również otrzymać porządny produkt do dłoni. Po tym produkcie nie do końca rozumiem cały szał na tą markę. 

Decyzję czy warto kupić - każdy musi podjąć sam. Produkty godne uwagi. Jednak trzeba się zastanowić czy warto i czy nie mamy w zanadrzu równie dobrego produktu za 1/3 ceny tego. 

pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 13 stycznia 2014

#4 ulubieniec 2013 pod lupa - Mydlo Aleppo 30%

Miniony rok był kumulacją testów i kuracji 'doświadczalnych'. Po kilku latach eksperymentowania moja cera powiedziała basta i się zbuntowała. Przeszłam porządne 'zapchanie' kończąc na dość nie przyjemnym przesuszeniem niektórych rejonów twarzy. Stres i różne zdarzenia minionego roku również dość niekorzystnie wpływały na stan mojej skóry jednak przez pierwsze półrocze nijak jej nie pomagałam. Przyszedł lipiec i dwa miesiące do ślubu więc musiałam poczynić rozsądne i radykalne kroki. Odstawiłam częściowo drogeryjne kosmetyki pielęgnacyjne i sięgnęłam po te lepsze, czystsze bez zbędnego shitu w środku produkty. 

Dość obojętnie przeżyłam pierwszą falę zachwytów na blogach dotyczącą mydeł Aleppo - stwierdziłam - ot tam dobra kampania reklamowa z myślą, że jest to raczej nierozsądne płacić za kostkę mydła 30zł. Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;). Jak był potrzebny ratunek to przysiadłam, poczytałam i stwierdziłam, że takie 'tłumy' nie mogą się mylić. Mydło jakby nie patrzeć - naturalne pozbawione zbędnego syfu i ulepszaczy. Można się pokusić o stwierdzenie, że dla każdego jeżeli wybierzemy odpowiedni skład dla siebie. 

Mój typ :

Aleppo 30% - czyt. 70% oliwy z oliwek + 30% oleju z liści laurowych - zakupiony stacjonarnie w jednej z mydlarni - za 200g zapłaciłam ok 30 zł. 




Bardzo ważne jest decydując się na to mydło wiedzieć jaką posiadamy skórę to warunkuje decyzję o proporcjach procentowych oliwy z oliwek w stosunku do oleju z liści laurowych. Im wyższe stężenie procentowy oleju z liści laurowych tym silniejsze działanie więc im większymi jesteśmy wrażliwcami tym niższe stężenie wybieramy. W zależności od reakcji naszej skóry przy zakupie kolejnych kostek można pokusić się o wyższe stężenia oleju laurowego. Wspominam o tym ponieważ sama do końca tego nie przeanalizowałam i poczęstowałam swoją siostrę tym mydłem, dla której stosowanie 30% stężenia skończyło się mocnym podrażnieniem cery z towarzyszącym silnym wysypem. Dlatego uczulam laików takich jak ja, że trzeba uważać!

Moja cera na początku stosowania Aleppo: problematyczna z ogromną ilością zaskórników, podskórnych wulkanów i zapchanych porów. W okolicach żuchwy silne przesuszenie skóry. Ogólny obraz był dość nie ciekawy i nieatrakcyjny. 

Zalety:

+ skład
+ wydajność - 50 g wystarczyło mi na 6mc codziennego stosowania - 'mydło bez końca'
+ nie przesusza
+ odczuwalne nawilżenie
+ porządnie oczyszcza - cera aż 'trzeszczy' z czystości
+ nie uczula
+ odpowiednio dobrane nie podrażnia
+ normuje wydzielanie sebum
+ cera jest 'spokojniejsza' 
+ nieprzyjeciele tylko w okresie przed okresowym ;)
+ znacznie zmniejszenie ilości zaskórników
+ przy odpowiedniej dodatkowej pielęgnacji brak problemu z porami
+ cena w stosunku do wydajności bardzo niska
+ wbrew pozorom dostępność :) - wszelakie mydlarnie już je mają - teraz nie tylko on-line dostępny

Wady:

- pierwsze kilka aplikacji powodują nie miłe ściągnięcie  i dyskomfort - jednak to mija i nie powinno się zniechęcać do jego stosowania
- łatwość w złym wyborze składu procentowego - najważniejsza rozwaga
- po każdym użyciu należy odkładać na przewiewną mydelniczkę ponieważ lubi się 'glucić'


Mydło w asyście dobrego kremu do twarzy poradziło sobie z moimi problemami skórnymi. Obecnie cera jest w zadowalającym stanie. Największym moim sukcesem przy częściowej zmianie pielęgnacji jest takie wyciszenie mojej cery, mam znacząco mniejszy problem z nadmiernym błyszczeniem się skóry w ciągu dnia. Wszystko zaczęło ze sobą współgrać i zaczyna mieć swój odpowiedni rytm. 

Produkt ma szerokie zastosowanie - ja jednak używałam go tylko do twarzy, jak dotąd szkoda mi było pokusić się o pielęgnację całego ciała nim :). Niemniej jednak produkt godny uwagi i rozważenia jego zakupu. 

Jeżeli go znacie to jakie są Wasze doświadczenia z tym mydłem? 

pozdrawiam
.biemi

czwartek, 31 października 2013

Tyle szumu wokol malenstwa...

Z początkiem lata w blogosferze zawrzało. Na wieeelu urodowych blogach dziewczyny wręcz rozpływały się nad 'cudownością' kremu, od może jeszcze nie dla wszystkich znanej marki Sylveco. Czy uzasadnione były ochy i achy przekonałam się na własnej skórze. Potrzebowałam kremu, który nie wyrządzi mi krzywdy (na pewien czas porządnie zraziłam się do typowo drogeryjnych kremów), do minimum chciałam zredukować ryzyko zapchania i nieurodziwego wyglądu. Po opisach w których o pochwały nie było trudno sama sięgnęłam po Lekki krem nagietkowy i przeszłam do ataku. Nie chcąc kupować produktu on line udało się go zakupić stacjonarnie w sklepie zielarskim. 

Za ok 30 zł (cena waha się w zależności od miejsca, w którym je zakupujemy) otrzymujemy 50 ml produktu, który wg producenta jest hipoalergiczny. Krem zamknięty jest w bardzo higienicznym do dozowania pojemniczku z pompką. 



Skład plus słowo od producenta:

Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Olej jojoba, Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina, Witamina E,  Ekstrakt z aloesu,  Alantoina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Ekstrakt z nagietka lekarskiego,  Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, Lupeol,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy 




Słowo od .biemi:

Krem jest rzeczywiście jak nazwa wskazuje lekki nawet można rzec ultralekki. Idealny na dzień i okres wiosenno/letni. Dobrze sprawdza się pod podkład. Bardzo szybko się wchłania. Konsystencja lekka co ułatwia wygodną aplikację i rozprowadzanie kremu. Nie pojawiły się niedoskonałości, moja cera bardzo się z nim polubiła bo nie robi 'kuku'. Zauważyłam, że pod czas jego stosowania w czasie około okresowym pojawiało się mniej nieprzyjaciół, a jak już były to się nie rozsiewały i szybciej wszystko wracało do normy.  Skład jest bardzo przyjazny dla nas dlatego też dzięki temu moje zdanie ma pozytywny wydźwięk. Jestem z kremu na prawdę zadowolona sięgam po niego z chęcią. Jednak mam wrażenie, że mój zachwyt byłby większy gdybym sięgnęła po niego wcześniej jeszcze przed okresem włączone ogrzewania w mieszkaniach. Ponieważ niestety teraz dla mojej skóry jest on za lekki. Dlaczego? - zwykle mam jeden krem do twarzy, nie ma u mnie rozróżnienia na noc na dzień. Zawsze sięgając po nowy produkt liczę, że będzie wielozadaniowy na noc i na dzień. Możliwe, że to rozumowanie nie jest do końca właściwe jednak do tej pory udawało mi się to osiągnąć z różnym skutkiem. Z kremu nie zrezygnuję bo rewelacyjnie sprawdza się pod podkłady i dodatkowo nie obciąża cery na początku dnia. Po prostu muszę zmienić przyzwyczajenie i sięgnąć po coś 'cięższego' na noc aby cera była pięknie przygotowana na nowy dzień. 

Technicznie po dwóch miesiącach codziennego użytkowania czuję, że jeszcze produktu zostało mi na kolejne dwa miesiące więc wydajność zadowalająca. Jedynym technicznym minusem może być dostępność. W moim mieście tylko w sklepie zielarskim go widziałam. On line nie ma problemu z zakupami ale wiadomo, że to zwykle wiąże się z przesyłką i dodatkowymi zakupami :) 

Podsumowując produkt godny polecenia i sięgnięcia po niego. Jednak ja gdy zakończę opakowanie poczekam do wiosny po kolejną partię:). Na pewno nie jest to produkt dla każdego. U mnie było dobrze ponieważ moja cera jest mieszana z tendencją do wyprysków. 

A Wy miałyście przyjemność stosować to mazidło? 
Uważam, że szum wokół tego 'maleństwa' jest jak najbardziej uzasadniony.

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 4 września 2012

Duet nie idealny

Lubię używać produktów z jednej linii jednak nie często to praktykuję, ponieważ gdybym chciała  do każdego posiadanego szamponu mieć odżywkę czy też na odwrót to chyba bym stwierdziła, że zaczyna ze mną być nie tak. Jednak w tym przypadku jest para szampon i odżywka z Alterry, oba były w promocji dlatego też razem wylądowały w koszyku. Duo przeznaczone do włosów suchych i znoszonych. Moje włosy do bardzo suchych nie należą natomiast do zniszczonych owszem. Oczekiwałam od tej pary dobrego oczyszczenia i nawilżenia bez większego obciążania. Co otrzymałam o tym niżej. 

Skład szamponu:

 Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Coco Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauroyl Sarcosine, Prunus Armeniaca Fruit Extract, Triticum Vulgare Extract, Vitis Vinifera Extract, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Alcohol, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Parfum, Linalool, Geraniol, Citral, Limonene

Skład odżywki:

Aqua, Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil, Triticum Vulgare Oil, Sodium Lactate, Prunus Armeniaca Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Vitis Vinifera Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Linalool, Geraniol, Citral, Limonene


Produkty zamknięte w wygodnych prostych opakowaniach, bez większego wymyślania i przesady w kolorach. 




Produkty składem bardzo dobre dla miłośniczek naturalnej pielęgnacji. Nie należę do osób, które są bardzo skoncentrowane na naturze ponieważ silikony w produktach do włosów mi służą, metodą prób i błędów doszłam do tego, że niestety nie mogę postawić na samą naturę ;)

konsystencja obu produktów dość mocno zwarta - odżywka biała - szampon przezroczysty.Odżywka jest jak gęsty krem, natomiast szampon jest porównywalny do żelu - bardzo zbity.



Przez to, że konsystencja jest taka a nie inna nie ułatwia to aplikacji. Największy problem miałam zawsze z szamponem ponieważ lubił 'uciekać' mi z rąk :)

Szampon:

+ skład
+ zapach
+cena 
+ dostępność

- konsystencja
- aplikacja przez to, że jest taki zwarty potrzeba dużo produkty aby dobrze umyć włosy i skórę głowy
- wydajność - wszystko przez konsystencję ;)

-! wysusza!!! - nigdy wcześniej nie miałam łupieżu - a ten szampon spowodował takie spustoszenie na mojej głowie że szok, na początku używania nie zauważyłam tego ponieważ nakładałam odżywkę na skórę głowy i było ok w momencie gdy odżywka lądowała na końcówkach zaczął się mój mały dramat, na początku myślałam, ze co innego mogło mieć wpływ na taki stan rzeczy jednak popatrzyłam co inni na jego temat piszą i niestety nie jestem jedyna 

przez ten fakt produkt staje się dla mnie bublem po którego na pewno nie wrócę

Odżywka:

+ zapach
+ skład
+ dobrze nawilża
+ łatwo się spłukuje
+ włosy po niej miałam miękkie i miłe w dotyku
+ cena
+ dostępność
+ wydajność

- przy zbyt obfitej aplikacji obciąża włosy
- otwór w opakowaniu - trochę za mały w stosunku do konsystencji - trzeba dobrze pocisnąć aby wyszło tyle ile się chce produktu

generalnie tylko dwa minusy ale nie powaliła mnie aż na tyle aby ponownie ją zakupić może przez to, że szampon zawiódł mam takie odczucia

Odżywka bez szału jednak tragedii nie ma, natomiast szampon jest tragedia i nie polecam. 

pozdrawiam 
.biemi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...