Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka do twarzy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 czerwca 2013

Maseczka idealna ?

Jeżeli istnieją ideały to mam wielką nadzieję, że ten produkt na dłuższą metę takim się okaże. Zakupiony przy okazji -40% z myślą o mym lubym ;) miałam niecny plan  aby poprawić kondycję jego skóry - nie dał się namówić (jeszcze;)), a że maseczka u mnie długo nie może zalegać stwierdziłam, że jak nie on to ja. Pierwszy raz nałożyłam i się zdziwiłam jak ładnie oczyszcza ten produkt pory. Odkąd mamy więcej słońca przestałam robić maseczkę aspirynową i kondycja skóry na moim nosie zaczynała dawać wiele do życzenia. Można powiedzieć, że całkiem przypadkowo znalazłam teraz jej zastępcę. 

skład
Aqua, Kaolin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Vaccinum Myrtillus Extract, Sulfur, PEG-30 Castor Oil, Alpha - Glucan Oligosaccharide, Triethanolamine, Acrylates/C 10-30 Crosspolymer, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Imidazolidinyl Urea, Parfum, D - Limonene.

Na twarzy mamy lekkie błotko, które lubi się wchłaniać. 



Przy miejscach gdzie próbowałam swoich sił przy niedoskonałościach, po nałożeniu maseczki odczuwałam lekkie szczypania, które po niecałej minucie ustępowało i dawało ulgę. Produkt bardzo łatwy w aplikacji i zawartość saszetki całkowicie wystarcza aby pokryć całą twarz. Przy użyciu z peelingiem skóra na twarzy stała się bardziej gładka i znacznie lepiej oczyszczona. W moim przypadku jest to maseczka, która w sytuacji kiedy na drugi dzień potrzebuję wyglądać super ekstra kul ;) zdecydowanie ułatwia zadanie. Użyta wieczorem daje super przygotowanie do nakładania podkładu na drugi dzień. 

Produkt mnie nie podrażnił, dał rewelacyjne efekty w walce z nieprzyjacielami na nosie :). Niestety obawiam się tego, że moja cera przyzwyczai się do tego specyfiku jednak pożyjemy zobaczymy. Na tą chwilę jest to mój nr 1 wśród maseczek - dzięki niej mam chęć spróbować innych produktów z tej serii. 

Uważam, że maseczka sprawdzi się u osób z cerą mieszaną i tłustą, przy suchej i naczynkowej cerze może okazać się zbyt drażniąca. 

Produkt można dostać w drogeriach./ supermarketach za ok 3 zł za saszetkę dwukomorową, która starczy nam na dwa razy :)| 

A Wy miałyście z nią do czynienia? 

Miłego popołudnia!
pozdrawiam
.biemi

piątek, 12 kwietnia 2013

Ziaja na odprezenie

Po ciężki tygodniu pracy ale i po lekkim, zawsze należy nam się odrobina odprężenia. Tym razem na mym licu wylądowała maska kojąca z Ziai. Konkretniej maseczka z różową glinką.   Inna maseczka z Ziai w moim wykonaniu tu klik
Produkt zapakowany w jednorazową saszetkę z odpowiednią ilością do aplikacji na skórze. Konsystencja zwarta o delikatnym, przyjemnym zapachu. 


Prezentacja :) 


Zoom na skład: 


Ze etykiety wynika, że produkt może zapchać. Ja nie zauważyłam pogorszenia się stanu skóry, ani pojawienia się nowych nieprzyjaciół. Maseczka w zadowalający sposób wygładziła i nawilżyła moja twarz. Uczucie po zmyciu maseczki jest najfajniejsze, tak miło i gładko :). Produkt nie pozostawia nieprzyjemnego tłustego filmu. Polecam dla tłuściochów, pozytywnie wyrównuje natłuszczenie skóry. Lubię do niej wracać - dostępna w drogeriach za ok 2-3zł. 

pozdrawiam
.biemi

piątek, 12 października 2012

Spirulina - slow kilka

Spirulinę odkryłam nie dawno - ale można powiedzieć, że odkryłam tylko kawałek jej właściwości. Najpierw natknęłam się na nią jako dodatek do włosów, później przeczytałam, że przy jej użyciu mamy super maseczkę, a na koniec doszłam do tego, że jest rewelacyjnym źródłem białka dla naszego organizmu. Skrótowo cudo wielofunkcyjne. Ja jak na razie używam jej wyłącznie na twarz - nie kombinowałam z nią dalej ani nie zagłębiałam się w jej tajniki dokładnie - ot tak powierzchownie, to co gdzieś zostało napisane. To co mnie głównie skłoniło do jej zakupu to słowa KiziMizi, że po niej nikną czarni nieprzyjaciele - po tym ona po prostu musiała być moja. Jestem straszną gapą i nie potrafię powiedzieć, w którym sklepie internetowym ją kupiłam - może któraś z Was przyjdzie mi z pomocą - jest nowy sklep, który otworzyła o ile się nie mylę jedna z blogerek, strona z tego co pamiętam głównie w czerni i w pierwszych dniach była darmowa wysyłka (i to nie jest ten sklep, który widnieje na opakowaniu)- to mnie głównie skłoniło do zakupu ;) ponieważ nie miałam w planach dużych zakupów w sklepach ZSK lub mazidła więc padło na ten który miał darmową przesyłkę - ponieważ cena wszędzie jest porównywalna 3,5/4zł za 10g proszku. 
Ale do konkretów :)

Spirulina - Spirulina Platensis  to zielono-niebieska mikroalga, posiadająca formę spirali. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Do dnia dzisiejszego nie znaleziono na naszym globie żadnego organizmu, żadnej rośliny, ani też żadnego środka kosmetycznego, który zawierałby tak bogatą kombinację naturalnych, łatwo przyswajalnych i bezpiecznych dla człowieka substancji odżywczych.
Jest bogatym źródłem
- protein,  

- witamin B12, A, E.

- aminokwasów

- kwasów tłuszczowych: kwas gamma-linolenowy (GLA)

- minerałów potas, wapń, magnez, cynk, selen, fosfor, 

- kompleksów cukrowych

- enzymów.
Spirulina:intensywnie nawilża wysuszoną i zmęczoną skórę całego ciała, powodując zadziwiające efekty już po pierwszym zastosowaniu
  • odżywia i ujędrnia
  • poprawia wygląd i koloryt skóry
  • likwiduje trądzik oraz zmiany skórne spowodowane trądzikiem
  • likwiduje niepożądane wypryski przebarwienia oraz zaczerwienienia
  • przynosi ukojenie popękanej i łuszczącej się skórze
  • wspomaga likwidację cellulitis

zapożyczone z  www.zrobsobiekrem.pl
Jeszcze więcej o jej właściwościach możemy poczytać tu: KLIK
 Prezentuje się tak:


Największą jej zaletą jest kolor - baardzo lubię jak maseczki mają kolor i można współmieszkańców przestraszyć swym wyglądem jak ich się wcześniej nie uprzedzi, że ma się plan wypaćkać cudakiem.
Mój sposób na nią jest prosty i wszech obecnie znany (nie odmierzam ilości - robię to na 'oko') na początek oczyszczam twarz a później - wsypuje proszek do naczynia dodaję powoli małymi porcjami wodę i mieszam - trzeba uważać z wodą aby jej nie dodać zbyt wiele bo wtedy maseczka nam spłynie i wszystko będzie nieźle umorusane. Ja mieszam wszystko palcem łatwiej jest mi wtedy ocenić czy konsystencja jest zadowalająca - po wymieszaniu nakładam całość na twarz czeka ok 10-15 min i zmywam dokładnie letnią wodą i ot co cała filozofia :).
+ łatwość wykonana - chwila moment i już
+ efekty - może czarni nie przyjaciele nie znikają za pierwszym razem jednak przy pewnej regularności w stosowaniu tej maseczki cera jest rewelacyjna - ostatnio tylko tej maseczki używałam aby zaobserwować co się dzieje i na prawdę u mnie działa i twarz jest dużo lepiej oczyszczona - nos nie straszy brzydkimi czopami i czarnymi łebkami
+ cena
+ 10g starcza na dość długo nie potrafię jeszcze powiedzieć na ile razy mi starczy ale użyłam jej już ok 7-8razy i mam wrażenie, że starczy na drugie tyle ale oceniam to na 'oko'
+ nie uczula
+ nie zapycha

+/- to co mi się zdarzyło przy pierwszym użyciu więcej razy się nie powtórzyło a mianowicie - na pewno za bardzo 'wysuszyłam' maseczkę na twarzy i skóra na kościach policzkowym była mocno zaróżowiona, utrzymało mi się to prawie 24 h, nie było wysypki a taki tkliwy rumień, może to było spowodowane zbyt mocnym peelingiem, ale kolejnym razem równie mocno się wypeelingowałam jednak nie wysuszyłam jej na wiór i wszystko było ok - dobrze jest w trakcie od czasu do czasu lekko się zwilżyć wtedy unikniemy przesuszenia i nie przyjemnych efektów

- zapach - nie znoszę nie lubię, a fu - pachnie jak pokarm dla rybek :/ a ja rybek nie lubię to i zapachu nie cierpię ;) - ale dla efektów warto się przemęczyć
- dostępność tylko via internet
- jak coś ma kolor to łatwo się tym wybrudzić - więc trzeba uważać i dokładnie się domywać ;)
 Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że w prostocie i naturze jest siła. Polecam 
.biemi

czwartek, 31 maja 2012

o maseczce slow kilka

Jako, że maseczki uwielbiam nie mogło zabraknąć tej pozycji w moich zbiorach ;). O miętowej maseczce od  Queen Helene było baaardzo głośno ponad rok temu - wszędzie wtedy można było o niej usłyszeć przeczytać i ogólnie była szał ciał. Wszystkie dziewczyny wręcz rozpływały się nad właściwościami produktu. Wiadomo, że nie łatwo jest się temu wszystkiemu oprzeć. Produkt niedostępny stacjonarnie w PL - więc przeze mnie został zakupiony przez allegro - za ok 20/30zł z tego co teraz widziałam to cena nadal utrzymuje się na podobnym poziomie. Tuba duża, bardzo wydajna, więc wg mnie jak najbardziej warta swojej ceny. 



Obiecanki:



Używałam i używam jej na różne sposoby. Jak dotąd jest to mój nr 1 wśród maseczek, lubię je i co rusz kupuję nowe, jednak tej pozostaje wierna. Najlepsze efekty osiągamy jak jesteśmy z nią systematyczne. Moja cera jest mieszana i bardzo dobrze na niej się sprawdziła. Przy dobrym przygotowaniu skóry - peeling przed użyciem - bardzo dobrze oczyszcza, nie powiem że zwęża pory czy tak idealnie usuwa wągry jednak usuwa je najlepiej ze wszystkich produktów, które używałam. U mnie również sprawdziła się w użyciu punktowym na syfy, ładnie wysusza nie przesuszając. Maseczka jest zwartą zieloną mazią, która po nałożeniu ładnie zasycha, łatwo się zmywa i bardzo ładnie pachnie taką świeżą miętą. Obawiam się tylko, że mogłaby się nie sprawdzić u wrażliwców, ponieważ czasem jak zbyt blisko oczu ją nałożyłam to czułam pieczenie - jednak nic poza tym się złego nie działo. 
Ja bym określiła jako naprawdę mocną sztukę niezbędną w walce o idealną cerę :)


pozdrawiam
.biemi

niedziela, 6 maja 2012

I'm back :) i ciapanie twarzy z Oriflame

Wróciłam do żywych nie wiem na jak długo ale teraz wszystko działa i jest gitara :). Dlatego też na dzień dobry czy też na dobry wieczór słów kilka o maseczce, o której do końca nie wiem co myśleć. Zakup poczyniony przypadkowo - jak to jest w miejscach gdzie jest dużo bab;) to się i konsultantki wszelkiej maści znajdą które kolorowe katalogi podrzucają. Nie lubię tej formy zakupów bo po pierwsze lubię pomacać powąchać i dopiero kupić po drugie jakoś nigdy nic mnie aż tak bardzo nie powaliło na kolana aby jakiś produkt ponownie zakupić. Ale, że produkt ładnie się w katalogu prezentował miał promocję to go sobie kupiłam a co:). Później na wizazu zobaczyłam, że ma nawet nawet dobre opinie to myślę będzie dobrze;). A cały ten mój wstęp tyczy się maseczki do twarzy z Oriflame Pure Nature Burdock extract. 

przepraszam zdjęcie zapożyczone bo na moim foto jakość taka siaka


Za produkt zapłaciłam 10zł dostałam 50ml o miłym zapachu substancji, 
której skład prezentuje się tak:

Skład: Aqua, Kaolin, Glycerin, Bentonite, Butylene Glycol, Sodium Citrate, Xanthan Gum, Citric Acid, Phenoxyethanol, Parfum, Imidazolidynyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Arctium Lappa Extract.

Produkt przeznaczony dla cery tłustej i normalnej, obiecują, że będzie oczyszczać i redukować ilość sebum. Jak zwykle obiecują a nic nie dają  - papier wszystko przyjmie. Mamy paćkę trzymać na twarzy ok 10min aż zaschnie i ją dokładnie zmyć. Nie chcę mówić, że się u mnie całkiem nie sprawdziła, ale zmian  też nie zauważyłam. Przyjemnie się ją nakłada - ogólnie bardzo lubię maski, które zasychają i nie są przeźroczyste :). 

Użyta solo bez wcześniejszego peelingowania tak na prawdę nic z naszą twarzą nie robi po prostu sobie poleży się zmyje i nic. Jednak jak dobrze przygotowałam twarz i się wyszorowałam i dopiero ją nałożyłam to faktycznie było lepiej niż przed. Jenak uważam, że jeżeli coś jest oczyszczającego to nawet bez wspomagaczy powinno coś tam robić na naszym licu. 

Moje uczucia co do niej są mieszane z przewagą mniej pozytywnych. Nie podrażniła nie uczuliła to najważniejsze, nie spowodowała później nadmiernego przetłuszczenia skóry czy też przesuszenia. Posiadam skórę tłustą w strefie T i raczej normalną w pozostałych częściach. 

Wiem, że u wielu się sprawdziła, więc można ryzykować - u mnie jednak niestety nie. Lubię się maziać więc nie żałuję i może zużyję lub ofiaruję i pójdzie dalej w świat:) 

.biemi

sobota, 28 kwietnia 2012

mial byc cud - ale cudow nie ma

U jednej z dziewczyn przeczytałam, że jest cud. Więc ja w te pędy chciałam tego cudu również doświadczyć. Zakupiłam nałożyłam raz, drugi raz, trzeci raz i co i nic. Cudu jak nie było tak nie ma. Pozostaje myśl że cudy to tylko w książkach, ale czasem można pomarzyć że się zdarzają i w życiu :):):).
Co tym cudem miało być już piszę. Mowa o 'cud' maseczce żelowej 'Truskawki i AHA'  firmy Montagne Jeunesse. Zakupiona w SP za ok chyba 6/7zł nie pamiętam dokładnie. 

prezentuje się tak: :):):)


Miała za zadanie oczyścić me pory, mam ich trochę więc z chęcią bym się ich pozbyła. Postępowałam zgodnie z instrukcją, jedna saszetka starczyła mi na 3 razy i po żadnym z użyć nie byłam zadowolona. 

obiecanki cacanki:


Nie nawilżyła nie oczyściła, miałam wrażenie po zmyciu że nic ze swoją twarzą nie zrobiłam, mam jeszcze dwie inne maseczki tej firmy zobaczymy co one potrafią, ale jestem już sceptycznie do nich nastawiona. Zapach ładny, ale też bez szału, bo ja jak patrzę na opakowanie tej maseczki to liczę na zapach taki, że z chęcią by się z siebie to zjadło, ale tak nie jest. U mnie się to nie sprawdziło, nie znaczy że u innych będzie podobnie. Nasze rodzime Ziajowskie są o niebo lepsze bo po pierwsze tańsze i po drugie widać ich działanie. A te, że są z UK to stacjonarnie narzucają niezłą cenę. Tej mówię stanowcze NIE, a z pozostałymi co będzie to zobaczymy :). 

.biemi

wtorek, 10 stycznia 2012

ach .. zeby piekna byc :)

Coś dla ciała coś dla ducha :) Nie ma to jak wyciapać się przemiła maseczką :) Nie wierzę, że są dziewczyny które tego nie lubią - owszem czasem męczące bo chciałoby się uciapciać a tu wiecznie czasu brak. Dlatego ja dziś zafundowałam sobie maskę na głowę i na twarz :) Na głowie wylądował biivax a na buźce Ziaja, którą dostałam od dobrej duszy KLIK



Maseczka jest ogólnodostępna za nie wielkie pieniądze bo chyba ok 2/3zł - więc jak tu można sobie odmówić takich dobrodziejstw. Ja osobiście uwielbiam tego typu maseczki, zawsze mnie to cieszyło jak mogłam nałożyć coś kolorowego/błotnistego na twarz, nigdy nie byłam fanką typowo ściągających maseczek. Więc glinka pod każdą postacią to jest to! Sądzę, że nie raz się jeszcze na nią skusze - pachnie prześlicznie i skóra po niej jest super miękka i co najważniejsze nie zapchała mnie :) Warto spróbować ;) 


pozdrawiam 
xxx
.biemi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...