środa, 2 kwietnia 2014

10. foto skrot - marzec

Marzec minął tak, że nawet nie wiem kiedy to się stało..szybko intensywnie. Dużo się działo, czasu było mało i zdjęć stosunkowo mało napstrykałam :) 

Zapraszam na skrót mojego marca


1. Lubię jej książki - lekkie łatwe i przyjemne - kolejna odhaczona i mile zapamiętana
2. Bergery opanowały Polskę :) - jednak domowe najlepsze - ten zakupiony na mieście jeszcze bardziej mi w tym utwierdził
3. Zrobione :) 
4. Dzień Kobiet


1 i 2 Dzień Kobiet w Warszawie :) 


1.Urodzinowy Ślubnego - w tym miesiącu przystopowałam z pieczeń i to było jedyne 'szaleństwo'
2. Uwielbiam :) 
3. Cztery litery ruszone z kanapy
4. Wiosna przyszła!!!!

chcesz być na bieżąco?
Zapraszam na mój Instagram
pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 31 marca 2014

Zurawina + cytryna rewitalizuja?

Moje drugie podejście do produktów PAT&RUB. Próba otwarcia się na 'dobro' płynące z tych kosmetyków cały czas było dla mnie na wyrost. Raz cena - dwa im więcej szumu tym większe rozczarowanie. W lipcu minionego roku miałam przyjemność być obdarzoną 'workiem' dobroci od marki, pierwszym opisanym produktem był balsam do rąk klik. Na drugą nogę sięgnęłam po rewitalizujące masło do ciała - żurawina plus cytryna.

250 mililitrów masła otrzymujemy w plastikowym wygodny słoju. Produkt dodatkowo w środku zabezpieczony folią przed wścibskimi nosami ;). Mamy całe 6mc na zużycie masła od momentu otwarcia. 


Konsystencja przyjemna - miękka nie typowo zbita jak to czasem miewamy w masłach. Z łatwością wydobywamy pożądaną ilość produktu i aplikujemy go na ciało. 


 ZOOM na skład: 



+ konsystencja
+ łatwość aplikacji
+ szybko się wchłania
+ po wieczornym zastosowaniu rano czuć go na ciele i wiadomo, że nadal działa
+ bardzo dobrze nawilża
+ nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze
+ skład
+ skóra po użyciu masła jest miękka i przyjemna w dotyku
+ dostępność - sephora oraz sklep on-line 

Znakiem rozpoznawczym produktów PAT&RUB poza składem są ich zapachy. Ten wariant jest wyrazisty, mocny i nie należy do typu jak dla mnie relaksacyjnych. Żurawina z cytryną zdecydowanie pobudza i orzeźwia. Nuty zapachowe nie dla każdego, ja jako fanka owocowych nut tym razem czułam się przytłoczona i już wiem, że cytryna nie jest dla mnie. Wolę spokojniejsze aromaty i niestety zapach był główną 'udręką' i mini minusem produktu. Niestety to nie trafia do mnie i po części odbierało przyjemność z użytkowania specyfiku. Niemniej jednak moja skóra go polubiłam i czerpała przyjemność z jego stosowania nos musiał znosić pewne cierpienia na rzecz pielęgnacji. 

Produkt polubiłam jednak nie przepadłam i po raz kolejny zastanawiam się czy faktycznie trzeba sięgać po aż takie produkty aby czerpać dobroczynne składniki. Koszt przyjemności pielęgnacyjnej to 69zł. Dla mnie ciut za dużo. W kwestii marki PAT&RUB nadal pozostaję kosmitą z pytaniem ale o co w tym wszystkim chodzi?

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 25 marca 2014

'Tonik' idealny?

Teoria głosi, że twarz należy tonizować przed nałożeniem kremu - serum etc. Czynność ma iść zawsze w parze z wcześniejszym demakijażem i umyciem twarzy tudzież po zmyciu nadmiaru sebum po przespanej nocy. Ma to być tzw. dokładne przygotowanie - 'doczyszczenie' - do nałożenia produktów, które docelowo mają spowodować cuda na naszych twarzach. Jak to jest z tym naszym tonizowaniem? Otóż gro kobiet porzuca ten aspekt pielęgnacji twierdząc, że to nie jest tak ważne. Niektóre z nas jak np. ja często 'zapomina' o tonizowaniu z czystego lenistwa, które niestety nie sprzyja zadowalającej kondycji skóry. Ja mam momenty nawrócenia się na prawidłową ścieżkę pielęgnacji - jednak próba prawidłowej pielęgnacji i prawidłowe produkty to nie zawsze ta sama droga ;). Bardzo możliwe, że moje zniechęcenie do tonizowania twarzy wynikało z używania niewłaściwych produktów - specyfików o których mogłam powiedzieć 'ale o co tyle szumu? przecież tu nic się nowego i dobrego nie dzieje'. 

Przez długi czas nie wiedziałam tak na prawdę czego oczekuję od toników - teraz mogę z powodzeniem stwierdzić, że uspokojenia i doczyszczenia mojej cery. Jednak aby do tego co potrzebuję dojść potrzebowałam produktu, który to coś będzie robić. Decydując się na zakup toniku wiedziałam, że nie chcę sięgać po te drogeryjne - ponieważ jedne z nich były dla mnie obojętne a inne robiły spustoszenie na mojej twarzy. Pozostało mi parzenie ziółek/herbat, kupienie czegoś do samodzielnego ukręcenia lub spróbowanie srebra koloidalnego. Zważywszy na fakt, że w kwestii tonizowania jestem leniuchem padło na ostatnią opcję.

Produkt: Srebro koloidalne
Pojemność: 500 ml
Cena: ok 28 - 40 zł
Dostępność: apteki, mój zakupiony na DOZie




Czytając opinie i zastosowanie srebra koloidalnego stwierdziłam, że powinien to być strzał w dziesiątkę dla mojej mieszanej cery i był plan aby używać tego specyfiku po depilacji bikini (walczę z niemiłosiernie wrastającymi włoskami) stwierdziłam, że jak w jednej kwestii się nie sprawdzi to może chociaż jako odkażacz będzie dobry. Produkt zakupiłam - oczekiwania były wielkie - postanowienie regularnego stosowania również mocne.

Technicznie produkt zamknięty w szklanej ciemnej butli skrywającej w środku przeźroczystą bezzapachową ciecz. Szklana butla może i nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem jednak produkt zawsze można przelać do mniejszych plastikowych pojemników jednak zawsze trzeba pamiętać o tym, że produkt chronimy od światła (ciemna butla tu nie jest bez znaczenia). 

+ bezzapachowy
+ nie powoduje uczucia ściągnięcia
+ przyspiesza gojenie się ran
+ wypryski znacznie rzadziej się pojawiają
+ trzyma cerę w ryzach
+ nie podrażnia
+ nie przesusza
+ nie uczula
+ dzięki niemu skóra jest taka spokojniejsza znacznie zmniejsza produkcję sebum
+ odkaża
+ nie zapycha
+ odpowiednia podkładka pod krem
+ wydajny
+ po użyciu czuć, że coś na skórze się zadziało pozytywnego
+ pomocny w walce z wrastającymi włoskami w okolicach bikini

Przy tym produkcie okiełznanie nieprzyjaciół jest znacznie łatwiejsze. Srebro daje mi możliwość lepszej kontroli nad tym co się dzieje na mojej twarzy. Jednak to nie ja w tym przypadku jestem najlepszym dowodem na dobre działanie tego produktu a mój Ślubny. W skrócie: Ślubny nie jest typem faceta, który codziennie się goli - problemy z wrastającymi włoskami i pojawianiem się wulkanów na twarzy skutecznie go od tej rutyny odwiodły (nawet ja zaakceptowałam jego golenie raz w tygodniu) - przez długi czas jego wygląd nie był istotny na co dzień jednak zmiana pracy spowodowała, że niestety chcąc nie chcąc trzeba się golić już nie tylko do święta. W jego oczach była panika i wizja wulkanu na wulkanie (nasuwało się stwierdzenie, że lepiej chodzić zarośniętym niż z wypryskami). Wtedy ja wkroczyłam do akcji i po wielkich namowach przekonałam go aby po każdym goleniu używał srebra, że zobaczymy co z tego wyjdzie i że nie ma nic do stracenia a walka była ciężka jeżeli ma się w domu faceta minimalistę kosmetycznego ;). Początkowo pilnowałam go przypominałam aż weszło mu to w nawyk i jak tylko zdarzył się dzień, że zapomniał użyć srebra zaraz po goleniu to krostki już już chciały się przebijać jednak systematyczność sprawiła, że wulkany na twarzy to przeszłość a niewielkie krostki to sporadyczne wypadki. 

Przypadłości Ślubnego utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to tonik idealny dla skóry z problemami trądzikowymi. Pozwala na utrzymanie równowagi na skórze. Działa antybakteryjnie ułatwiając wnikanie składników aktywnych z produktów użytych za raz po. Jest to kolejny preparat, który utwierdza mnie w przekonaniu, że mniej znaczy więcej w kwestii składów kosmetyków. 

A Wy jakich produktów używacie do tonizowania cery - czy może tak jak ja czasami jest to tonizowanie na lenia? :) 

pozdrawiam
.biemi

niedziela, 23 marca 2014

Twarz na nowy dzien.

Delikatny makijaż weekendowy - zdecydowanie dzienny. Za oknem cudowna aura - dzięki temu każda z nas wygląda jeszcze lepiej niż zwykle. Wiosna robi swoje i daje więcej powodów do radości i uśmiechu :). Makijaż nie nachalny jednak podkreślający to co trzeba. Moim zdaniem subtelny ale nie nijaki. Ponownie sięgnęłam po alternatywę dla klasycznej kreski - tym razem sypki cień z dodatkiem bazy utrwalającej pod pigmenty.



Twarz:
krem BB Hean nr 3
puder Manhattan nr 1 
korektor Eveline kolor light - recenzja KLIK 
róż Astor Skin Match 002 Peachy Coral

oczy: 
baza pod cienie - Ingrid
cienie - My Secret nr 505 i Wibo 01
kreska - Inglot sypki cień nr 22 + utrwalająca baza Kobo pod pigmenty sypkie
rzęsy - MF 2000 Calorie

Brwi:
cienie Inglot nr 378 i 390

pozdrawiam
.biemi

piątek, 21 marca 2014

Raz na gorze raz na dole.

Chyba każda z nas ma w kosmetyczce produkty, które płatają figle. Nie przepadam za takimi produktami bo nigdy nie wiadomo kiedy będą mieć ten zły dzień zawsze licząc, że to nie ten. Jeszcze bardziej niewdzięczne staje się takie 'zachowanie' jeżeli dotyczy produktu, który ma teoretycznie dodawać nam pewności siebie - czyli korektor do zadań specjalnych. Zbierając się do napisania do recenzji tego preparatu niezmiennie miałam mieszane uczucia i nie wiedziałam czy jest sens w ogóle się zagłębiać w temat. To co mnie skłoniło do zaopiniowania go to ciekawość czy macie podobne problemy z takimi produktami.

Produkt: Magiczny korektor
Pojemność: 3g każda część
Cena: ok. 20zł
Dostępność: drogerie natura, sklep on-line






Korektor otrzymujemy w ładnym i wygodnym opakowaniu z dobrego plastiku. Po za tym, że opakowanie jest przyjemne dla oka - jest poręczne to niestety średnio higieniczne zwłaszcza, że produkt skierowany jest m.in. do nakładania na niedoskonałości a w tej firmie nie jest lekko nie powodować rozsiewania syfków. 

Kolejna sprawa to - każdy z korektorów ma treściwą dość zbitą formułę. Jest to jednocześnie zaletą jak i wadą. Na plus fakt, że z łatwością zakrywa to co ma zakrywać. Na minus to, że produkt często okazuje się zbyt ciężki powodując, że skóra nie oddycha i korektor powoduje powolniejsze 'dochodzenie' do siebie. 

W gorsze dni potrafi z czasem lekko przebijać się przez makijaż - nie jest to na maksa widoczne niemniej jednak powoduje lekki dyskomfort i odbiera pewność, że się dobrze wygląda. 

Dlaczego go cały czas używam i nawet trochę lubię? A to dlatego, że przy makijażach na mur beton z dodatkową świeżą diodą sprawdza się bardzo dobrze. Obecnie używam go tylko na większe wyjścia na co dzień przy lżejszym makijażu kompletnie się nie sprawdza powodując pogorszenie się stanu mojej skóry. 

Niestety nie tego oczekiwałam od tego typu produktu. Chciałam dobrego krycia i zadowalającego wyrównania niedoskonałości. 

Używacie takich produktów? Czy u Was również one powodują pogorszenie się cery? Czy również lubię być na wierzchu?

pozdrawiam
.biemi

środa, 19 marca 2014

Post pochwalny.

Poszukiwania idealnej pielęgnacji w moim przypadku nadal trwa. Co raz mniej eksperymentuję i więcej myślę. Jestem na etapie, że wszystkiego co nowe bardzo się 'boję' - szczególnie jeśli chodzi o twarz. Moje podejście do produktów teraz - 'oj nie to nie dla mnie - na pewno mnie zapcha'. Po wielu wpadkach jestem po prostu kompletnie nie ufna. Mimo moich trudności na 'otwarcie się' muszę sięgać po nowe produkty chociażby dlatego, że pory roku się zmieniają a jak wiadomo pielęgnacja również. Przyszedł czas jesienno-zimowy okres grzewczy, nasza skóra woła o odpowiednie nawilżenie i ochronę przed zmianami temperatur. Jak prawie zużyłam lekki krem nagietkowy od Sylveco (idealny na wiosnę/lato) zdecydowałam się na dalsze zapoznawanie się z marką. Przyszła kolej na 'Brzozowy krem z betuliną'. Nie do końca wiedziałam się czego spodziewać - ponieważ w sieci jeszcze nie ma wiele opinii na temat 'normalnych' kremów od Sylveco - lekka formuła zdominowała blogosferę :). Ja swoją sztukę zakupiłam w sklepie ze zdrową żywnością. 

Produkt: Brzozowy krem z betuliną
Pojemność: 50 ml
Cena: ok 27 zł
Dostępność: on-line, sklepy zielarskie, apteki, sklepy ze zdrową żywnością



Skład - krótko i na temat: 



Krem ma bardzo zbitą i treściwą konsystencję - przy pierwszym kontakcie jest jak masło świeżo wyjęte z lodówki, z którym dopiero dobrze się współpracuje pod wpływem ciepła. Dla porównania pokazuję jak konsystencja prezentuje się w brzozowym kremie po lewo i lekkim nagietkowym po prawej stronie (który po tej prezentacji 'wyzionął ducha')



+ skład
+ szybko się wchłania
+ porządnie nawilża
+ można używać go pod podkład
+ nie powoduje, że makijaż szybciej 'znika'
+ nie zapycha
+ nie uczula
+ poprawia kondycję skóry
+ pojawiające się ewentualne niedoskonałości powoli się goiły nie powodował namnażania się ich
+ zapach bardzo delikatny nie drażniący
+ cena
+ wydajność

- krótki okres przydatności - 3 mc 

Stosowałam go również na podrażnioną skórę okolic bikini po depilacji - elegancko ją 'wyciszał' i pomagał w walce z wrastającymi włoskami. 

Produkt na początku może przestraszyć/zniechęcić ze względu na swoją konsystencję. Po rozprowadzeniu twarz się błyszczy jak po oliwce. Obawiałam się, że ze względu na swoją 'ciężką' formułę będzie zbyt treściwy dla mojej cery - obawy okazały się nieuzasadnione ponieważ moja skóry go wręcz 'piła'. Używałam kremu na dzień i na noc. Przy wieczornej pielęgnacji zwykle nakładałam go znacznie więcej niż rano - aby skóra miała czym się 'żywić' przez noc dzięki temu uniknęłam co rocznego zimowego przesuszenia twarzy. Moje potrzeby zaspokoił w 100%. Idealnie wpisał się w tegoroczną aurę. Polecam dla cer zmagających się z miejscowym lub całościowym przesuszeniem twarzy. Moja tłusta strefa 'T' również się z nim lubiła i nie miała problemu, że krem jest bogaty w składniki nawilżające. Cena jak najbardziej adekwatna do jakości nawet można się pokusić o stwierdzenie, że produkt jest wart znacznie więcej. Co raz większa dostępność stacjonarna do tych produktów powinna jeszcze bardziej nas zachęcać do sięgania po takie perełki. 

Podsumowując polecam

Chciałam produkt zgłosić do Pereł Made in Poland jednak zostałam już uprzedzona :) Niemniej jednak jest moja perełka wśród takich kosmetyków. 





Ulubieniec, o który nie jest łatwo. 


pozdrawiam
.biemi

poniedziałek, 17 marca 2014

WYNIKI ROZDANIA

Na dobry początek tygodnia

ogłaszam wyniki

wiosennego rozdania :)

Tadaaam :



Gratuluję Sarinacosmetics !!!


Proszę o wiadomość potwierdzającą wygraną. 

pozdrawiam
.biemi

niedziela, 16 marca 2014

'BB' pierwszy.

Zeszły rok to było wielkie bum dla produktów, które w nazwie mają dwie magiczne literki 'BB' - później przyszła kolej na 'CC' 'DD' może niedługo będzie 'EE' ;). Polski rynek 'oszalał' i producenci każdy nowy krem tonujący oznaczali magicznym duetem literek - tak jak teraz wszystko z pielęgnacji jest z olejkiem arganowym. Wiadomo odpowiednia reklama dźwignią handlu - trudno się jej oprzeć. Ja miałam ogromną chęć sięgnąć po oryginalne kremy BB - te z Azji - jednak moje zapały trochę opadły jak się zagłębiłam w temat i spanikowałam stwierdzając, że mogą mnie zapchać. Pomysł porzuciłam. Przy okazji wakacyjnych Igraszek Kosmetycznych otrzymałam produkt, który długi czas leżał i czekał na swój moment. Na opakowaniu dumnie prezentują się wcześniej wspomniane dwie magiczne litery 'BB' - mam świadomość, że nasze rodzime bb to bardziej kremy tonujące niemniej jednak dobry krem tonujący również jest w cenie więc może i mieć na sobie litery 'BB' oby spełniał swoje zadanie, ot co!

Produkt: BB krem 
Producent: HEAN
Pojemność: 30 ml
Gama kolorystyczna: 1 light, 2 natural, 3 medium
Cena: 13 - 17 zł
Dostępność: on-line, wyspy w supermarketach, drogerie osiedlowe




Producent określa ten krem jako produkt 5w1

- matuje i kontroluje wydzielanie sebum - nie bardzo ;) jeden ze słabszych punktów produktu
- koryguje niedoskonałości skóry - przy delikatnych problemach daje radę
- wyrównuje koloryt i adaptuje się do skóry - jak najbardziej tak
- nawilża i wygładza - zgadza się
- przywraca skórze blask i elastyczność - paradoks ;) w pierwszym punkcie matuje a tu daje blask ;) blask tak mat nie - elastyczność nie zauważyłam

Jak na obietnice, które zwykle są bez pokrycia tu produkt daje radę. Posiadam odcień najciemniejszy. Z góry zauważyłam, że nie nadaje się dla mnie ponieważ w opakowaniu jest mega ciemny sama bym się na niego nie zdecydowała. Jakie było moje zdziwienie, jak po nałożeniu produkt dosłownie stopił się z kolorem mojej skóry. Najlepiej widać to w pości Pól na pół. 



Mimo teoretycznie ciemnego koloru jest on dla mnie idealny. Obawiam się jednak, że przez gamę kolorystyczną nie każda z nas znajdzie odpowiedni odcień dla siebie. 

Czego od niego oczekiwałam? - lekkości, zakrycia niedoskonałości, przyzwoitej trwałości, braku nadmiernego świecenia się, łatwości w aplikacji pudru/bronzera/różu. Produkt w 80% spełnił moje oczekiwania. Niestety nie można go zaliczyć do produktów regulujących wydzielanie sebum po ok 6h od aplikacji świecę się jak polukrowany pączek - fakt bibułki matujące załatwiają sprawę jednak nie zawsze mam na nie czas w ciągu dnia. Jest to jak dla jedyny doskwierający minus produktu. Nie znika z twarzy w nieokreślonych okolicznościach. Nie jest tak trwały jak podkład ale nie oczekujemy tego od kremu tonującego więc sprawa jest jasna. Produkt nie zapchał, nie pogorszył stanu mojej cery. Lubię go nosić mimo pewnych niedociągnięć i jest to miła odskocznia od tradycyjnych podkładów. Łatwy w aplikacji - ma konsystencję takiego puszystego musu. Puder/róż/bronzer dobrze z nim współpracują.

Bardzo dobrze sprawdzi się w okresie wiosenny na lato obawiam się, jeszcze zwiększonego wydzielania sebum i może wtedy się nie sprawdzić. Podsumowując produkt godny uwagi. Zapewne jeszcze lepiej sprawdzi się przy cerze normalnej i suchej. Tłusta cera może być dla niego wyzwaniem. 

pozdrawiam
.biemi

środa, 12 marca 2014

Wspomnienia z 8 marca ...

Wszystko co dobre szybko się kończy i pozostają miłe wspomnienia. Ósmy marca jest już przeszłością wspomnieniem uwiecznionym na zdjęciach. Poznawanie nowych osób to zawsze ciekawe doświadczenie, które nie zawsze przychodzi z łatwością - wystarczy przełamać pierwsze lody i później idzie wszystko jak z płatka - szczególnie z kobietami blogerkami. Nowe wiadomości i znajomości są bezcenne. 

Tyle słowem wstępu przechodzę do konkretów. 

Dnia 8 marca gdy na zegarze wybiła godzina 13 przy ul. Brackiej w restauracji Na Brackiej rozpoczęło się Warszawskie Spotkanie Blogerek.





Organizotorki Michałosia i Iza przywitały nas kultowo jak tradycja nakazuje w tym ważnym dniu. 


Każda z nas otrzymała przypinkę aby łatwiej nam było się ze sobą porozumiewać :) 


Jak już cały wstęp miałyśmy za sobą to cała reszta spotkania minęła tak zatrważająco szybko, że trudno było się nim nacieszyć w trakcie bo brakowało czasu. Tyle pozytywnych doznań, że aż czacha paruje  - po prostu trzeba było się uwijać. 

Na pierwszy 'ogień' zaprezentowała się pani Renia z Maroko Sklep był to mój pierwszy namacalny kontakt z ich produktami i stwierdzam, że wiem już o co tyle szumu - jest moc i jest warto w temat się zagłębić, zwłaszcza po tak rzetelnej prezentacji jaką Pani Renia nam przekazała. Była moc i ogrom konkretnych informacji przekazanych w taki sposób, że można byłoby słuchać bez końca + ekstra prezentacja na nas jak się nosi oryginajlny khol - spróbowałam i efekt jest bardzo fajny. 



Po smakołykach z Maroko przyszedł czas na smakołyki dla naszych brzuchów. Pysznie i sycące danie - pene z kurczakiem parmezanem i suszonymi pomidorami mhh - a jakby tego było mało dostałyśmy w prezencie od restauracji pyszny deser - dawno 'na mieście' nie jadłam tak dobrego sernika. Dzięki temu spotkaniu odkryłam, że centrum warszawy nie oznacza, że jak ma być smacznie to musimy wyczyścić nasze portfele do cna :). 



Brzuchy napełnione więc ruszamy dalej zgodnie z planem czyli bliskie spotkanie z produktami marki Nuxe. Prezentacja przeprowadzona w miłej atmosferze z konkretami.


Bonusem prezentacji było pokazanie nam nowości, która dopiero ma 'szturmem' wejść na nasz rynek - mgiełkę do ciała. 


Po zaznajomieniu się z kosmetykami przyszedł czas na clou spotkania - loteria na rzecz Fundacji Kwiat Kobiecości - nie wystarczy tylko brać trzeba też dać coś od siebie może to kropla w morzu potrzeb jednak grosz do grosza a będzie kokosza :)


Cała nasza ferajna spotkaniowa - choć na zdjęciu chyba brakuje jednej z nas :/


Tu z naszym Rodzynkiem Alejandro, który dzielnie nas obsługiwał :)


Dziękuję dziewczynom za super organizację i miłą atmosferę całego spotkania. 
Wiecie co jest najfajniejsze na takich spotkaniach? To, że nie ważne czy masz 50 czy 1500 obserwatorów to tam jesteśmy równe i liczysz się osoba.

A dodatkowo ten dzień umilili nam:
TBS 

Wsparcie loterii zapewnili nam:
Helfy  
Nuxe 

pozdrawiam
.biemi

wtorek, 11 marca 2014

Z Babcia za pan brat.

Babcina apteczka, która jest dostępna na drogeryjnych półkach bardzo dobrze sprawdza się w pomocy przy codziennej pielęgnacji. Ja najbardziej lubię się z ich produktami do włosów - jeszcze nie trafiłam na produkt bubel. Biorę z przekonaniem, że będzie dobrze. Nie inaczej było tym razem. 

Produkt: Szampon do włosów nawilżająco - regenerujący
Linia: z apteczki babuni Joanna
Pojemność 300 ml
Cena: ok 6-8 zł
Dostępność: drogerie, supermarkety






Nie jest to mój pierwszy szampon z tej linii jednak jest to chyba jedyny z tak krótkim składem - lub może od poprzedniego razu coś pozmieniali i są ubożsi w dodawanie chemii. 
Szampon jak najbardziej spełniał swoje zadanie.

+ porządnie oczyszcza skórę głowy i włosy
+ dobrze się pieni
+ przyjemny zapach
+ nie powoduje łupieżu
+ nie podrażnił
+ nie obciążył 
+ dobrze radzi sobie ze zmywanie wszelkich specyfików, które wcześniej nałożymy na włosy: suchy szampon/oleje/kremy etc.
+ wydajny
+ cena
+ dostępność

Obietnica producenta o odpowiednim oczyszczeniu jak najbardziej spełniona. Włosy niestety nie koniecznie są gładsze - do tego niezbędna jest odżywka :). 

Dla mnie jest to bardzo dobry drogeryjny szampon, który nie pogorszy kondycji naszych włosów i dodatkowo nie będzie ich obciążać. Bardzo dobrze sprawdził się w codziennym użytkowaniu. Polecam szczególnie do włosów przetłuszczający się.

pozdrawiam
.biemi



niedziela, 9 marca 2014

Zoom na koncowki.

Posiadając długie i rozjaśniane włosy intensywna pielęgnacja jest niezbędna aby włosy prezentowały się przyzwoicie. Jako osoba, która sobie nie wyobraża funkcjonowania bez suszarki do włosów ochrona i zabezpieczenie ich jest jeszcze bardziej ważne. Maski/odżywki/kompresy/olejowanie itp. ok jednak jeszcze pozostają końcówki, dla których odżywka/maska to nie co za mało. Dobrze było posiadać w swoim arsenale jeszcze produkt je zabezpieczający i nawilżający. Dlatego produkty stricte do końcówek są ze mną od długiego czasu. Dzisiejszy produkt zakupiony głównie przez swoje opakowanie. Zdania są podzielone - pierwotnie miałam myśl aby zawartości się pozbyć i sięgnąć po to co najbardziej potrzebuje z serum czyli pompkę  - jednak pokusiłam się o użycie i wyszło całkiem nieźle. 

Produkt: Avon 'serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów' 
Linia: Advance Techniques daily shine
Pojemność: 30 ml
Cena: od 11 do 22 zł  - w zależności od obowiązującej oferty
Dostępność: Avon






Produktu używam od ok 4 miesięcy i powoli dobija dna. Konsystencja jest dość rzadka jak na tego typu kosmetyk przez co zmniejsza się jego wydajność. Na jednorazową aplikację potrzebujemy dwie lub trzy porcje produktu. Nie należy on do najbardziej treściwych. Moim zdaniem jest ciut za bardzo rozwodniony - osobiście wolę jak serum na końcówki jest bardziej skoncentrowane. Niemniej jednak serum przyzwoicie nawilża końcówki włosów. Nie powoduje przesuszenia tej części włosów ale przez wzgląd na wysoką pozycję alkoholu w składzie u każdego działanie może być inne. Uważam, że to właśnie alkohol powoduje tak różne opinie na temat tego produktu.  Dzięki niemu moje włosy dłużej były ładne po podcinaniu  i znacznie dłużej cieszyłam się przyzwoitymi końcówkami. Prawdą jest, że używałam znacznie lepsze preparaty jednak tu jest nieźle i używam go z przyjemnością.

Nie napiszę, że efekt jest wow i jest to 'musisz to mieć' jednak jest to pozycja godna uwagi.

A Wy czego używacie do zabezpieczania swoich końcówek włosów? 

Pamiętajcie o rozdaniu

pozdrawiam
.biemi


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...